wtorek, 26 lipca 2016

Ważne!!

Od dnia dzisiejszego rozdziały nie będą się już pojawiać na blogspocie!
Historia będzie pisana od nowa, może trochę zmieniona, jednak myślę, że nie drastycznie.
Więc wszystkich zainteresowanych zapraszam na Wattpad'a!
Link po lewo lub klik 

piątek, 8 lipca 2016

Rozdział 31

Jest ósma rano, Harry jeszcze śpi, a ja już zdążyłam iść do sklepu, zjeść śniadanie i przemycić swoją lufkę. Siedzę przy kuchennej wysepce i piję tak bardzo potrzebną mi do życia kawę.
- Hej. - do kuchni wszedł zaspany Liam.
- Dzień dobry. - uśmiechnęłam się do chłopaka, wstałam i nalałam mu kawy. Porozmawialiśmy chwilę, a potem wzieliśmy się za robienie sniadania dla reszty. Kanapki, bo co prostszego i bardziej pożywnego można zrobić. Kiedy już konczyliśmy do kuchni wszedł Zayn. Jego spojrzenie w tamtej chwili mogłoby po prostu zabić. Powiedziałam ciche cześć, ale ten przywitał się tylko z Liamem, zabrał swoją porcję i tyle go widziałam. Czy on na prawdę musi zachowywać się jak dziecko? Nie można nawet się przywitać?
- A jego co ugryzło? - uniósł brwi i spojrzał na mnie wymownie
- Szkoda słów, po prostu jak małe dziecko - westchnęłam i za chwilę z salonu dobiegł mnie głos Zayna "odezwała się dorosła!". Zignorowałam i wyszłam na taras zapalić, oczywiście musiałam przejść przez salon. Co za cholerny dupek! Zaciągałam się dymem papierosowym, kiedy usłyszałam otwieranie drzwi. Miałam tylko nadzieje, że to nie Zayn. Jednak nie mogłam się bardziej mylić.
- Księżniczka się truje? - opierałam się o barierkę, a chłopak stał tuż za mną, mogłam poczuć jego oddech na swojej szyi.
- Pierdol się.
- Jasne, nie ma problemu. Ty też nie miałaś jak pieprzyłaś się wczoraj z Harrym.
Odwróciłam się gwałtownie i teraz stałam niebezpiecznie blisko niego. Nasze twarze dzieliło jedynie kilka centymetrów. Jego oczy były ciemniejsze niż zwykle, wypełniała je czysta wściekłość. "To co robiłam to nie twoja zasrana sprawa." Powiedziałam pod nosem, jednak na tyle głośno żeby mógł usłyszeć. Wyminęłam go, nie miałam zamiaru prowadzić z nim głupich dyskusji. Chciałam zamknąć się w swoim pokoju i siedzieć tam do końca dnia, ale kiedy miałam wejść po schodach Zayn złapał mnie za nadgarstek i lekko popchnął.
- Nie skończyłem jeszcze tej rozmowy. Za kogo ty się uważasz? - chciałam się wyrwać, ale przycisnął mnie do ściany - posłuchaj nie będę znosił twoich pierdolonych humorów, najpierw mnie całujesz a potem pierdolisz się z Harrym. Nieźle, ale się zdecyduj, bo zachowujesz się jak totalny bachor. Zmieniłaś się, bardzo się zmieniłaś i to na gorsze. Może jeszcze raz zechcesz spróbować się zastrzelić? Hmm.. Co ty na to chętnie ci pomogę. I wytłumacz mi co rozumiesz w swoich słowach, że nie chcesz być na jedną noc? Co? - krzyczał, był okropnie zły i z każdą sekundą coraz mocniej mnie ściskał, kątem oka zauważyłam, że reszta przygląda się całej tej chorej sytuacji. Harrego nie było, a szum płynącej wody z korytarza świadczył o tym, że bierze prysznic. Zayn nadal coś krzyczał, ale nie mogłam zrozumieć żadnego słowa. Wyłączyłam słuch. "Przestań!" Krzyknęłam jak najgłośniej mogłam. Zayn w jednaj chwili się zamknął i zrobił krok w tył, a Liam który już szedł w naszą stronę nagle stanął w miejscu.
- Jeśli chcesz porozmawiać to na osobności, nie rób pierdolonych szopek!
Przez dobrą godzinę dyskutowaliśmy, a raczej wrzeszczeliśmy na siebie w moim pokoju. Wypominaliśmy sobie wszystkie błędy i wszystkie chwile spędzone razem. To była najgorsza kłótnia z nim. Każdy z chłopaków co chwila zaglądał czy przypadkiem się nie pozabijaliśmy. Potłukłam dwie świeczki i wazon, a Zayn wyrzucił lampkę przez okno.
- Myślisz, że nie wiem, że kłamiesz. - był chyba tak samo zmęczony jak ja, zniżył ton głosu, nie krzyczał - Jak Cię kurwa wczoraj znalazłem to byłaś pod wpływem narkotyków. A myślisz, że co wypadło ci dzisiaj z kieszeni? - włożyłam rękę do wspomnianego miejsca i znalazłam tam tylko lufkę nie było resztek marihuany. Cholera! - Jeszcze raz znajdę u ciebie to gówno to pożałujesz księżniczko.
- Wyjdź już.
- Nie zamierzam.
- Powiedziałam wyjdź do cholery! - spojrzał na mnie jeszcze raz i wyszedł trzaskając drzwiami. To nie skończy się dobrze. Poczekałam chwilę i poszłam do Harrego pożyczyć lampkę i dowiedzieć się czy są jutro w domu. Rozmawialiśmy do późnego wieczora. Na szczęście nagrywają jutro cholerną płytę i mają dwa wywiady więc wyjdą rano i wrócą późno w nocy. Chciał wiedzieć czy na pewno wszystko w porządku i spytał się czy chce spać dzisiaj u niego. Nie ma takiej opcji i tak po dzisiejszym wieczorze chłopaki myślą, że spałam z loczkiem. Nie potrzebuje następnej kłótni. Harry zasługuje na kogoś lepszego, a poza tym on nie nadaje się do stworzenia długotrwałego związku.

Przegrzebałam wszystkie swoje torby i znalazłam trzy woreczki z amfą. Wyciągnęłam jedną z niższych szuflad komody i schowałam tam dwa z nich. Natomiast połowę zawartości trzeciego wysypałam na stolik, wcześniej zamykając drzwi na klucz. Wyjęłam kartę kredytową, żebym mogła pokruszyć bardziej kryształki. To będzie piękna noc.
                                                                       
Przepraszam za dużą ilość wulgaryzmów. 
Będą się pojawiały jeszcze przez kilka najbliższych rozdziałów.
5 komentarzy = 32 rozdział

niedziela, 7 lutego 2016

Rozdział 30

Kiedy tylko zdążyłam ściągnąć bluzkę poczułam, że ktoś składa pocałunki na moim ramieniu. "Seksownie wyglądasz w mojej koszulce, ale bez niej jeszcze bardziej" szepnął. Szybko odwróciłam się w stronę chłopaka tak, że stałam do niego twarzą.
- Zayn, co ty robisz? - nic nie odpowiedział, podszedł do mnie krok bliżej w czego wyniku byłam zmuszona zrobić kilka kroków w tył. Niestety miejsce się skończyło i dotknęłam plecami ściany. Jego twarz była tak blisko mojej, że czułam jego oddech na swoim policzku. Bez żadnego ostrzeżenia wpił się zachłannie w moje wargi. Całował mnie z namiętnością jakiej potrzebowałam, jakiej pragnęłam. Pragnęłam jego. Jednak kiedy jego dłonie zaczęły błądzić po moim ciele szybko oprzytomniałam. Odepchnęłam go lekko od siebie po czym stanęłam dwa metry dalej. Wplotłam dłonie we włosy i próbowałam sobie wszystko poukładać.
- Aria? W porządku? - całkiem zapomniałam, że powinnam coś powiedzieć, że czeka na wyjaśnienia. Sekundy upływały tak szybko, a ja nie mogłam skleić żadnego racjonalnego zdania, w dodatku pod jego nieustępliwym wzrokiem.
- Nie, nie jest w porządku! - powiedziałam to głośniej niż zamierzałam. Chodziłam niespokojnie po pokoju do momentu, kiedy Zayn złapał mnie za nadgarstki i zmusił żebym na niego spojrzała. Nie mam pojęcia dlaczego, ale ten gwałtowny gest pozwolił mi się skupić.
- Ja nie chce być na chwilę Zayn, nie chce być na jedną noc. - gdy to mówiłam nie mogłam patrzec mu w oczy, więc spuściłam wzrok, lecz kiedy znaczenie moich słów do niego dotarło w tym samym momencie puścił moje nadgarstki. Był zły widziałam to w jego spojrzeniu.
- Nie chcę Cię na jedną noc! Jesteś jedyną dziewczyną, której nie byłbym w stanie skrzywdzić w jakikolwiek sposób!
- Jaką mogę mieć pewność!? - on krzyczał dlaczego ja nie mogłam?
- Kurwa, przecież mnie znasz, spędziliśmy ze sobą połowę życia! Powinnaś wiedzieć to doskonale! Daj nam jedną pieprzoną szansę, a zobaczysz jak wspaniale może nam być razem!
- Nie krzycz... - szepnęłam, nie miałam siły się kłócić, chociaż sama to zaczęłam. Stał i czekał, czekał na moją decyzję.
- Nie wiem Zayn, nie wiem czego chce w tej chwili. Daj mi czas się zastanowić nie mogę teraz podjąć tej decyzji. Potrzebuję czasu. - Po mich słowach po prostu wyszedł trzaskając drzwiami, nie powiedział ani słowa, zostawił mnie samą, Pierdol się Zayn! Niby ma dwadzieścia jeden lat* a zachowuje się jak dziecko! Pieprzona księżniczka. Otworzyłam swoją torbę, a następnie wszystko z niej wysypałam. Porozrzucałam trochę rzeczy, ale wreszcie znalazłam to czego szukałam. Lufke i pół grama marihuany. Otworzyłam szeroko okno, usiadłam na parapecie i przygotowałam sobie lufke.
Zimne powietrze otulało moje ciało. Już po pierwszym zaciągnięciu czułam się lepiej. Obserwowałam wydychany dym. W tej chwili miałam gdzieś Zayna i wszystkich inny. Miałam spokój chwilę oderwania od rzeczywistości. Po trzech może czterech buchach, choć nie jestem pewna chciało mi się śmiać, okropnie śmiać. Powstrzymałam swój ataku śmiechu w chwili, kiedy na korytarzu usłyszałam czyjeś kroki. Myślałam na tyle trzeźwo żeby zdążyć zrzucić swój "sprzęt" jak i nie do końca opróżniony woreczek foliowy na podwórko. Rano po niego zejdę. W tej samej chwili drzwi do pokoju uchyliły się i stanął w nich Harry. Uśmiechnęłam się do niego szeroko. To było wbrew mnie samej. Już nie panowałam do końca nad swoimi ruchami, ani słowami.
- Cholera, czemu tu tak zimno? - spytał i zapalił światło w pokoju.
- Hej - spojrzałam na chłopaka i wstałam śmiało z parapetu.
- Aria czemu siedzisz po ciemku, bez bluzki i przy otwartym oknie? - patrzył na mnie jak na totalną debilkę, jednak kiedy lustrował mnie wzrokiem, zatrzymał go na chwilę na moich piersiach. nie powiem, schlebiało mi to.
- Gorąco mi! - odparłam ze śmiechem i zamknęłam okno.
- Właśnie widzę, chodź tu może masz gorączkę. - podszedł do mnie i przyłożył swoją dużą i ciepłą dłoń do mojego czoła, a potem także i usta. - Zdecydowanie nie, ale za to jesteś lodowata.
- Daj spokój głuptasie po prostu musiałam się przewietrzyć - skoczyłam wesoło na łóżko. - Będziesz tam tak stał? Chodź tutaj. - poklepałam ręką miejsce obok siebie. Harry nie zastanawiał się długo od razu położył się obok mnie.
- Czemu nie śpisz?
- Nie chce mi się, a ogólnie to od jakiegoś czasu źle sypiam. - uśmiechnęłam się do niego, chociaż bardzo prawdopodobne, że moje problemy ze snem nie są śmieszne.
- To może zrobię nam ciepłej herbaty albo coś innego?
- Nie, nie... - nie dokończyłam bo chłopak zbliżył się dziwnie blisko, co mnie zaskoczyło. Patrzyłam na niego zdziwiona, kiedy wtulił się w moją szyję. - Harry, co robisz?
- Dziwnie pachniesz...jakby marihuaną? - podniósł głowę i spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. Zaczęłam się po prostu śmiać, co dało mi chwilę na wymyślenie jakiegoś wyjaśnienia.
- To moja mgiełka do ciała głupku o zapachu zielonej herbaty i jakiś ziół. Bardzo zastanawia mnie skąd ty wiesz jak pachnie marihuana? Co loczek?
- Nieważne. - tak samo szybko skończył temat jak go zaczął. - Jest już późno idę spać, ty też powinnaś. - wstał i zgasił światło i kiedy miał już zamykać drzwi odezwałam się wbrew zdrowemu rozsądkowi.
- Harry, czy mógłbyś spać ze mną? - jeśli to pytanie zszokowało jego tak samo jak mnie to w ogóle nie dał tego po sobie poznać. Ściągnął spodnie i koszulkę. Przez chwilę mogłam obserwować jego pięknie wyrzeźbiony tors. Położył się obok mnie i przykrył na oboje kołdrą. Uśmiechnęłam się do niego i przytuliłam, co oczywiście odwzajemnił.
- Dobranoc. - szepnął mi do ucha i pierwszy raz od kilku tygodni po prostu zasnęłam. 

*wiek postaci różni się od ich faktycznego wieku 
                                                                                                                                                             
Nie było mnie dość długo z resztą jak zwykle.
Jednak od dzisiaj na 100% się to zmieni!!!!!!! :)
Rozdziały będą częściej (czytaj przynajmniej raz na tydzień),
będą za to krótsze. Myślę, że to będzie najlepsze rozwiązanie.

sobota, 14 listopada 2015

Rozdział 29

-Aria!- szepnąłem wstrzymując oddech.
Zamrugała kilkakrotnie i ledwo zauważalnie drgnęła. Wpatrywała się we mnie, a w jej oczach zaczęły gromadzić się łzy.
-Zayn?
- Skarbie proszę nie rób nic głupiego - zrobiłem jeden krok w jej kierunku, a ona patrzyła na mnie z szeroko otwartymi oczami.
- Przecież ty nie jesteś prawdziwy... nie możesz być - cała się trzęsła, a mimo to zaczęła powoli podnosić prawą dłoń do góry. - To wszystko mi się wyobraża... - po jej policzkach spłynęło kilka łez po czym zamknęła oczy szepnęła ciche "przepraszam". Widziałem jak próbuje nacisnąć spust, bez chwili namysłu doskoczyłem do niej i złapałem za nadgarstek jednocześnie ciągnąc ją za rękę. W tym samych momencie do moich uszu dobiegł okropny dźwięk. Na szczęście kula trafiła w sufit nie robiąc dziewczynie krzywdy. Szybko wyrwałem jej broń i odrzuciłem gdzieś za siebie, a Arię przyciągnąłem do siebie. Wtuliła się we mnie i zaczęła głośno szlochać. Słyszałem jak reszta biegnie już po schodach. Nie dziwię się, zrobiłbym to samo słysząc strzał.
- Jesteś prawdziwy - szepnęła w moją koszulkę.
- Jasne, że tak. Już jest wszystko dobrze. Jestem przy tobie słoneczko. - Podniosłem głowę, a w drzwiach stała już reszta. Harry chciał coś powiedzieć, ale uciszyłem go wskazując głową na dziewczynę, a potem na pistolet leżący za mną.
Reszta usiadła koło nas na łóżku i siedzieliśmy tak długi czas nic nie mówiąc. Dopiero Liam przerwał ciszę.
- Chyba usnęła. - wskazał na przytuloną do mnie dziewczynę.
- Zabierzmy ją do domu - spojrzałem na nią i przytuliłem jeszcze mocniej.
- Jak? Przecież jej dom spłonął - odezwał się Louis.
- Do nas do domu idioto - uderzył go w głowę Harry.
Wziąłem ją na ręce i powoli zacząłem schodzić z nią na dół. W samochodzie trzymałem ją na kolanach i opowiedziałem chłopakom co się dokładnie wydarzyło. Musimy z nią o tym porozmawiać, ale to jeszcze nie dzisiaj. Myślę, że musiało stać się coś na prawdę okropnego, że chciała posunąć się aż do samobójstwa.

***
Otworzyłam oczy i zobaczyłam dobrze znany mi pokój, ale chwilę mi zajęło zanim przypomniałam sobie do kogo należy. Jestem w pokoju Zayna, ale nie mam pojęcia jak się tu znalazłam. I nagle wszystko zaczęło mi się przypominać. Pokój Lucasa, Zayn i to jak próbowałam się zabić. Kurwa co ja zrobiłam? Co ja w ogóle sobie myślałam? Głupia idiotka! Fuck! Uderzyłam pięścią w poduszkę która leżała obok mnie. Jak ja im wytłumaczę, że ćpałam i dostałam jakiejś chorej jazdy. Co ja zrobiłam? Myśl Aria do kurwy nędzy myśl. Usłyszałam jak drzwi się otwierają i do pokoju wchodzi Zayn. 
- Hej - spojrzał na mnie niepewny mojej reakcji. Ja w odpowiedzi uśmiechnęłam się lekko.
- Ile spałam? - spytałam i obdarzyłam go moim najbardziej sztucznym uśmiechem. 
- Cztery godziny skarbie - uśmiechnął się i położył koło mnie. Leżeliśmy tak w ciszy, ja plecami do niego. Strasznie wyczuwalne było to napięcie panujące między nami. W końcu przekręciłam się tak, że mogłam patrzeć na jego twarz.
- Zayn?
- Co tam? - patrzył się prosto w moje oczy co mnie cholernie peszyło. Spuściłam wzrok i wzięłam kilka głębokich oddechów.
- Ja, przepraszam Zayn.
- Ey, przecież nie masz za co. - złapał mój podbródek i podniósł moją twarz tak żebym na niego patrzyła.
- Jak to nie ma za co?! - wkurzona podniosłam się do pozycji siedzącej. - Wiem, że mam i bardzo, ale to bardzo Cię za to przepraszam no i oczywiście chłopaków też. A chce to powiedzieć teraz, bo wiem, ze potem nie będę miała odwagi. Wiem, że to co zrobiłam było głupie i nierozsądne. Na prawdę przepraszam. - nawet nie wiem kiedy po moich policzkach zaczęły spływać łzy, zwróciłam na to uwagę dopiero wtedy, kiedy Zayn zaczął ścierać je z moich policzków. - Was nie było, Lucas wyjechał czułam się taka samotna, a w dodatku ten pożar i nawet nie wiem kto był za niego odpowiedzialny. Tak strasznie się bałam. Nie miałam gdzie mieszkać więc poszłam do mieszkania Lucasa. Nie chciałam do was dzwonić i was martwić.
- Od dzisiaj mieszkasz u nas. Już jest wszystko dobrze - przytulił mnie do siebie, co mnie trochę zdziwiło, ale odwzajemniłam uścisk.
- Dziękuję.
- Wyspałaś się?
- Czuję się tak samo okropnie jak wyglądam - westchnęłam.
Zayn przybliżył się do mnie i szepnął mi prosto do ucha "wyglądasz pięknie", a chwilę później poczułam jego usta na swoich. Moje zdziwienie sięgało granic, dopiero po jakimś czasie się otrząsnęłam i odwzajemniłam pocałunek. Nasze języki toczyły zawziętą walkę, a ja wplotłam ręce w jego włosy. Pierwszy raz od bardzo dawna czułam motyle w brzuchu. Całował mnie z wielką namiętnością i pożądaniem. Przekręcił nas tak, że zamiast siedzieć leżałam, a on był nade mną. Moje dłonie lekko ciągnęły go za włosy, a jego błądziły po moim ciele. Myślałam, że Zayn przestał dla mnie cokolwiek znaczyć. Byłam w błędzie i właśnie w tej chwili się o tym przekonałam. Może nie czuję do niego tego co czułam jeszcze jakiś czas temu, ale jest dla mnie ważny. Potrzebuje go teraz, potrzebuje jego bliskości. Szatyn zaczął schodzić z pocałunkami na moją szczękę, a potem na szyję. Poczułam jego zimne dłonie dotykają mojego brzucha, a po moim ciele przeszedł dreszcz. Kiedy chłopak chciał ściągnąć mi bluzkę w mojej głowie zapaliła się czerwona lampka. Szybko podniosłam się do pozycji siedzącej i lekko odepchnęłam go od siebie. Zawstydzona szepnęłam ciche "przepraszam" i szybkim krokiem weszłam do łazienki i zakluczyłam zamek. Chociaż to on powinien przeprosić. I co on sobie myślał! Że powie, że jestem ładna i już mu się oddam! Kurwa spokojnie, trzeba będzie tam wyjść i jakoś to wytłumaczyć.
- Aria, proszę otwórz drzwi. Porozmawiajmy - zapukał lekko.
- Zaraz daj mi chwilę.
- Musisz kiedyś stamtąd wyjść.
- Wiem, tylko daj mi chwilę to przy okazji wezmę prysznic. - musiałam załatwić sobie więcej czasu, żeby ogarnąć wszystkie w tej chwili zagmatwane myśli. Nie chce być dziewczyną na jedną noc. Nie chce być cholerną zabawką. Znam ich i wiem, że każdy z nich w ciągu trwania kariery miał jednorazowe przygody. A przede wszystkim Niall, Harry i Zayn. Oczywiście niejednokrotnie. Niby żaden z nich nie był wtedy w związku. Rozumiem to, ale ja nie chce być tą przygodą dla Zayna. Kochał Perrie, prawda? A teraz już ma ją gdzieś. Po prostu był zły na to, że to ona go zostawiła, a nie on ją. Zrzuciłam z siebie ciuchy i weszłam pod strumień ciepłej wody. Najlepiej byłoby gdyby żadne z nas o tym nie wspominało. Nie mam pojęcia jak miałabym niby z nim o tym zdarzeniu porozmawiać. Będę odwlekać tą rozmowę jak najdłużej się da i będę zachowywać się zupełnie normalnie. Wyszłam z pod prysznica i wytarłam swoje ciało dokładnie ręcznikiem. Najchętniej przebrałabym się w coś wygodniejszego, ale nie mam tu żadnych swoich ciuchów. Założyłam bieliznę i owinęłam się ręcznikiem. Uchyliłam drzwi i zajrzałam do pokoju. Zayna w nim nie było, pewnie wyszedł. Kiedy upewniłam się, że słyszę jego śmiech jak i reszty gdzieś na dole w mieszkaniu, wyszłam z łazienki i weszłam do garderoby chłopaka. Znalazłam jakąś czarną koszulkę bez nadruku i tego samego koloru dresy. Mimo, że chłopak jest strasznie chudy ja nadal tonęłam w jego rzeczach. Włosy rozczesałam znalezionym grzebieniem i ze względu na to, że nie chciałam siedzieć sama zeszłam na dół. Cały zespół siedział w salonie i oglądali coś, co aktualnie leciało w telewizji.
- Hej - powiedziałam i wszyscy odwrócili się w moją stronę. Uśmiechnęłam się co reszta odwzajemniła.
- Cześć mała! Chodź tu do nas. - Harry wstał i rozłożył ręce. Podeszłam do niego i wykonałam jego prośbę, mocno go przytuliłam, on uczynił to samo. "Tęskniłem za tobą, tak jak i reszta" przytulił mnie jeszcze mocniej, a kiedy mnie puścił pocałowałam go w policzek.
- Ja za wami też.
Podeszłam do każdego po kolei i dałam im buziaki, a następnie mocno przytuliłam. Oczywiście oprócz Zayna. Już chciałam usiąść, kiedy usłyszałam jego niezadowolony jęk.
- A ja to co?
- Z tobą się już witałam, ale niech ci będzie. - na mojej twarzy malował się wielki uśmiech spowodowany jego niezadowoleniem.
- Chłopaki, bo chciałabym pojechać do Lucasa po kilka moich rzeczy, a i jak już pewnie zauważyłeś Zayn pozwoliłam pożyczyć sobie coś twojego.
- Nie musisz jechać - stwierdził Harry i usiadł na kanapie, a ja patrzyłam na niego ze zdziwioną miną. - Nie patrz się tak na mnie - odwrócił się w moim kierunku - Bo już wszystko zdążyliśmy tu przywieźć. - obdarzył mnie ślicznym uśmiechem.
- Na prawdę? Jejku bardzo wam dziękuje, jesteście kochani. Tylko mamy mały problem...
- Jaki? - spojrzał na mnie Liam.
- Ja to jestem głodny - przerwał Niall.
- A żebyś wiedział Ni, musi ktoś ugotować obiad. - zaśmiałam się.
- Nie ja! - krzyknęli wszyscy jednocześnie.
- Przykro mi Aria ty robisz obiad.
- Jaki ty spostrzegawczy Louis, w nagrodę mi pomożesz - wszyscy wybuchnęli śmiechem, a ja ciągnęłam niezadowolonego bruneta za sobą do kuchni.
- Aria?
- Tak Zayn? - odwróciłam się w jego stronę.
- Jak się kąpałaś to powiedziałem chłopakom, o czym wcześniej powiedziałaś mi.
- Dziękuje.
Dobrze, ze im to powiedział, przynajmniej nie muszę znowu kłamać. Chociaż nie wszystkie moje słowa były kłamstwem. Ale już koniec na ten temat. Jako, że każdy z nich był tak samo głodny jak ja postawiliśmy na coś typowo obiadowego, mimo tego, że zegar w kuchni pokazywał 20.00. Louis okazał się bardzo dobrym pomocnikiem i już po niecałych 30 minutach Sunday roast* był gotowy. Zanieśliśmy reszcie posiłek do salonu, gdzie każdy zajadał ze smakiem. Kiedy wszyscy zjedli zaniosłam naczynia do zmywarki. Po czym skierowałam się do "siebie" do pokoju. Na podłodze obok łóżka stały moje torby, a obok nich kilka jak nie kilkanaście torebek z przeróżnych sklepów. 
- Chłopaki! - krzyknęłam i już po chwili w drzwiach stali Harry i Zayn.
- Co to jest?
- Jak to co? Ubrania - Harry obdarował mnie jednym ze swoich uśmiechów.
- Chłopaki kupili je jak spałaś, poprzeglądaj je i przymierz, a jak coś nie będzie Ci się podobało lub będzie zły rozmiar to wymienimy albo oddamy. - kiedy Zayn to mówił nie miałam jakoś odwagi na niego spojrzeć patrzyłam wszędzie tylko żeby przypadkiem nie spojrzeć na jego twarz..
- Ja nie mogę tego przyjąć - oburzyłam się.
- Musisz to prezent i bez dyskusji, ale za to mam świetny pomysł. Zorganizujemy sobie mały pokaz mody i my zdecydujemy czy dobrze wyglądasz w danej rzeczy czy nie.
- Żartujesz sobie ze mnie Harry prawda?
- Ani mi się śni. No dalej wybierz coś, a my czekamy.
Westchnęłam tylko i kiedy chłopaki wyszli z pokoju zaczęłam przeglądać jedną z toreb. Wybrałam rzeczy, które najbardziej mi się podobały i przymierzyłam na początku. Cały wieczór spędziliśmy na śmianiu się i wygłupianiu przy naszym małym pokazie mody. Odrzuciliśmy kilka rzeczy, twierdząc wspólnie, że źle na mnie leżą. Kilku tez nie przymierzyłam, bo zostałam obdarowana przez chłopaków bardzo skąpa bielizną, którą oni uznali za zupełnie zwykłą. Tak na prawdę podobała mi się, ale nie miałam zamiaru w niej przed nimi paradować. Dowiedziałam się, że prawie wszystkie ciuchy wybierał Styles. Reszta tylko szukała odpowiedniego rozmiaru i płaciła. Muszę przyznać chłopak ma poczucie stylu. Resztę wieczoru spędziliśmy oglądając jakieś nudne filmy. Szczerze mówiąc nawet nie wiem o czym były, bo przysypiałam. Obudziłam się akurat pod koniec drugiego filmu i poszłam położyć się do siebie, co zrobiła też reszta.
Kiedy tylko zdążyłam ściągnąć bluzkę poczułam, że ktoś składa pocałunki na moim ramieniu. "Seksownie wyglądasz w mojej koszulce, ale bez niej jeszcze bardziej" szepnął.


*Sunday roast – tradycyjne danie obiadowe, składajace się z porcji pieczonego mięsa podanego z sosem pieczeniowym, pieczonymi ziemniakami i zestawem gotowanych warzyw. 
                                                                                                                                                              

Następna długa nieobecność.
Niestety często tak mam, 
że wszystko mam pięknie w głowie,
ale nie potrafię tego spisać
albo nie mam czasu. Ehh ;(
Mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba.


wtorek, 25 sierpnia 2015

Rozdział 28

***
*2 tygodnie później*
Do Londynu mieliśmy wrócić już dwa tygodnie temu, jednak z pewnych przyczyn nasza trasa koncertowa się przedłużyła i dopiero dzisiaj wieczorem będziemy w domu. Jesteśmy właśnie na lotnisku i czekamy na nasz samolot.
- Informowaliście Arię, że dzisiaj wracamy? - z moich rozmyśleń wyrwał mnie Niall.
- Dzwoniłem do niej kilka razy wczoraj i dzisiaj. ale ma wyłączony telefon...Martwię się o nią - loczek odpowiedział z przejęciem i niespokojnie wiercił się na swoim miejscu.
- Pasażerowie lotu 1935 do Londynu proszeni do bramki nr 6.
Zgodnie z informacjami przekazanymi nam przez głośniki udaliśmy się do bramki, a potem na swoje miejsca w pierwszej klasie. Oczywiście było z nami 7 ochroniarzy. Denerwuje mnie, że za każdym razem w trasie są tak blisko. Dziwnie przy nich rozmawiać o naszych prywatnych sprawach, mimo, że mają płacone za milczenie.
- W takim razie, jeśli nie odbiera pojedziemy dzisiaj do niej z wizytą. - zaproponował Liam.
- To dobry pomysł, poprosimy Paula żeby zawiózł nasze rzeczy do domu, a sami zrobimy jej niespodziankę. - uśmiechnąłem się zadowolony ze swojego pomysłu. Tak bardzo chciałem ja zobaczyć. Tą jej zawsze uśmiechniętą twarz.
- Okey, tak zrobimy, a teraz musimy się przespać panowie, czeka nas długi lot.

Na lotnisku w Londynie czekał już na nas samochód, którym spokojnie mogliśmy jechać do Arii. Wreszcie w domu, mimo tego, że tu zazwyczaj jest chłodno, uwielbiam tu wracać. Wtedy wiem, że trasa się skończyła i mamy chwilę wytchnienia. Słodkie dni nic nie robienia. Uwielbiam koncertować, wręcz kocham, jednak niekiedy trzeba przystopować, dać sobie trochę czasu i zastanowić się nad tym wszystkim. Zanim jednak opuściliśmy lotnisko musieliśmy zrobić sobie kilka zdjęć z fankami i dać kilka autografów. Fani są wspaniali, jednak czasem trochę męczący.

-  Ja pierdolę! - z chwilowej drzemki wyrwał mnie głos Louisa. 
- Co tu się stało?!- następny był Harry. Otworzyłem oczy i zobaczyłem na wpół zniszczony przez pożar dom. Zanim zdążyłem dobrze przeanalizować wszystkie informacje Harry wysiadł z samochodu i pobiegł w stronę wejścia do budynku. Potem zrobiłem to ja, a za mną reszta. Weszliśmy do mieszkania, jednak nie było tam żadnych dowodów na to, że ktoś niedawno tam był.
-A jeśli ona...? - zaczął Niall, ale nie dałem mu dokończyć. Widziałem, że Liam wyjmuje telefon z kieszeni i oddala się od nas.
- Na pewno żyje! Rozumiesz? Nawet tak nie myśl! - kierowała mną panika i rozpacz, chociaż żaden z nas nie był w lepszym stanie.
Harry stał obok wpatrując się w przestrzeń i ciągnąc się za włosy. Louis chodził w kółko potrząsając głową, a Niall wpatrywał się we mnie z przerażeniem.
- Chłopaki spokojnie - zaczął Liam - właśnie dzwoniłem do kilku najbliższych szpitali i w żadnym z nich nie leży nikt o nazwisku Hastings- odetchnąłem z ulgą.
- Czyli nic jej nie jest? - spytałem.
- Albo nie żyje - szepnął loczek - Tego nie powiedzieliby ci przez telefon.
Każdy powoli przetrawiał ten natłok informacji nic nie mówiąc. Potem Harry wyszedł z mieszkania szybkim krokiem. Okazało się, że poszedł do najbliższej sąsiadki. Dowiedzieliśmy się od niej, że kiedy wybuchł pożar w mieszkaniu były jeszcze dwie osoby. Chłopak i dziewczyna. Jenna i Alex? Chłopak wyniósł Arię nieprzytomną z mieszkania. Podobno, kiedy się ocknęła odmówiła pomocy lekarza, pokłóciła się z mężczyzną i uciekła. Natomiast dwa tygodnie temu sąsiadka widziała jak była w domu i wynosiła ocalałe rzeczy typu ubrania, zdjęcia itp. Więc żyje, w środku skakałem z radości jak małe dziecko. Resztę widocznie poruszyła ta wiadomość. Długo kombinowaliśmy gdzie może być, aż któryś z nas nie rzucił pomysłu, żeby zadzwonić do Lucasa. On też nic nie wiedział, jest w Miami od trzech i pół tygodnia. Wie tyle, że Aria wygrała sprawę w sądzie i zarzuty zostały oddalone oraz, że zrezygnowała z pracy, której tak bardzo wcześniej pragnęła. On też się martwił, podobno poprosił swoich znajomych, żeby mieli na nią oko, jednak żadne z nich nie odbiera od niego telefonów. Poprosiliśmy, żeby podał nam swój adres, być może dziewczyna ukrywa się gdzieś u niego. Mieliśmy rację, kiedy tam jechaliśmy zadzwonił blondyn, że kiedy pokłóciła się z Drew po wybuchu pożaru zmierzała właśnie tam. W takim razie gdzie jest Jenna i Alex?
- Jedź szybciej! - warknąłem do Harrego.
-Już szybciej nie mogę - odpowiedział również warcząc.
-Kurwa, my zaraz zginiemy jęczał Liam.
Chłopak nie zdążył nawet dobrze zahamować, a ja już biegłem do posiadłości. To, że jest ona tak wielka na pewno nie ułatwi nam poszukiwań. Rozdzieliliśmy się z chłopakami na trzy grupy. Liam - podwórko, Niall i Louis - parter, a ja z Harrym - piętro. Gdy tylko weszliśmy do mieszkania w oczy nam się rzuciło pełno butelek po alkoholu, brudnych misek, naczyń, opakowań po daniach na wynos. Pudełka po pizzy walały się wszędzie, każda szafka i szuflada w tym domu była pusta lub były w niej śmieci. Najszybciej jak potrafiłem wbiegłem na górę po schodach, za sobą słyszałem kroki Harrego. Ja poszedłem poszukać w prawej części domu, a ona skierował się w lewo. Sprawdziłem kilka pierwszych pomieszczeń, ale nic, były puste. Ten dom na pewno jest większy niż nasz. U siebie mamy sześć sypialni, a tu po jednej stronie mieszkania jest co najmniej osiem. Pokonałem pośpiesznie kilka następnych metrów, kiedy nagle stanąłem jakby nogi przyrosły mi do podłogi. Drzwi do ostatniego pomieszczenia były otwarte. Na przeciwko nich na łóżku siedziała Aria, wyglądała okropnie. Podszedłem bliżej tak, żeby mnie nie słyszała czy widziała.Wpatrywała się w bliżej nieokreślony punkt przed sobą, w dłoni trzymała pistolet. O cholera! Powoli zaczęła podnosić rękę i zatrzymała tak, żeby pistolet był na wysokości jej głowy. Stanąłem w drzwiach, a ona  jakby nadal mnie nie widziała.
-Aria!- szepnąłem wstrzymując oddech.
Zamrugała kilkakrotnie i ledwo zauważalnie drgnęła. Wpatrywała się we mnie, a w jej oczach zaczęły gromadzić się łzy.
-Zayn?

niedziela, 28 czerwca 2015

Rozdział 27

Nie było mnie tu prawie sześć miesięcy.
To trochę przerażające.
Jednak zaczynają się wakacje i rozdział będzie się pojawiał raz na tydzień 
albo częściej.

Otworzyłam leniwie oczy. Przeciągnęłam się i rozejrzałam po pokoju. Leżałam na podłodze a obok mnie stała już pusta butelka po alkoholu i woreczki po narkotykach. Wstałam niechętnie i zeszłam na dół. Przeszukałam szafki w celu znalezienia czegoś co nadaje się do zjedzenia. Zrobiłam sobie płatki z mlekiem, a po spożyciu wzięłam długi i relaksujący prysznic. Nie miałam na nic ochoty. Chciałam tak po prostu zasnąć i się nie obudzić. Czy prosiłam o tak wiele? Czy nie należało mi się coś za te wszystkie cierpienia? Bo jak pieprzy się jedna rzecz to potem już wszystko po kolei. Zaglądałam do każdej szafki, szafy i komody w tym domu. Na szczęście znalazłam wszystko co było mi potrzebne. Między innymi jakaś czysta bieliznę, dresy, jakiś podkoszulek i trochę pieniędzy. Potem mu oddam, a zwróciwszy uwagę na to ile pieniędzy znalazłam nie sadzę żeby się zorientował, że zniknęła jedna dziesiąta. Zadzwoniłam po taksówkę i udałam się pod gmach sądu. Całe szczęście, że pamiętałam o tej nieszczęsnej rozprawie. Weszłam do budynku pewnym krokiem i rozejrzałam się w poszukiwaniu mojego obrońcy.
- Dzień dobry - przywitałam się z najpiękniejszym i  najbardziej nieszczerym uśmiechem na jaki było mnie stać. Obdarzył mnie spojrzeniem pełnym pogardy. Zdałam sobie sprawę, że bacznie się mi przygląda. Widziałam jak już otwiera usta żeby coś powiedzieć.
- Nawet nie waż się! - warknęłam.
Weszliśmy na salę sądową i usiadłam na wyznaczonym miejscu. Przez większość czasu wpatrywałam się w bliżej nieokreślony punkt. Nie słuchałam oskarżeń, dowodów odpowiadających przeciwko mnie. Zabrałam głos tylko wtedy gdy musiałam opowiedzieć wszystko z mojego punktu widzenia. Ostatnim wywołanym świadkiem była Jenna. Nawet nie wiedziałam, że zeznawała. Nic o tym nie wiedziałam! Jednak, kiedy usłyszałam jej imię poczułam nieprzyjemne ukłucie w pobliżu klatki piersiowej. 
- Sadzę, że ktoś kto nie żyje nie jest w stanie zeznawać! - warknęłam pod nosem, ale na tyle głośno, że każdy na sali mógł mnie usłyszeć. 
- Czy mógłbym prosić, aby nie zabierała pani głosu nieproszona? - zwrócił mi uwagę sędzia, o ile dobrze pamiętam ma na imię Kevin. Jest wysokim i trochę grubszym mężczyzna gdzieś w wieku mojego taty. Nie sprawia wrażenia miłego. Jego mina nie wyraża żadnych emocji, może poza znudzeniem. 
- Nie mogę zabrać głosu nawet w sprawach dotyczących mnie?! - rzuciłam z irytacją. 
- Jeśli się zaraz nie uspokoisz będę zmuszony wyprosić Cię z sali. Mam do Ciebie jeszcze tylko jedno pytanie. Co ty sobie wyobrażałaś przychodząc tu w takim stroju? 
- A w czym by pan przyszedł, gdyby dzień wcześniej spłonął panu dom? Sadzę, że to co byś miał na sobie najmniej by Cię obchodziło! Siedzisz sobie tu całymi dniami i zarabiasz tysiące! Tak naprawdę nie obchodzi Cię nikt kto był tu wcześniej i będzie po mnie. Dla takich jak ty liczą się tylko pieniądze! - wykrzyczałam wszystko co akurat przyszło mi na myśl. Prawdopodobnie nie było to mądre, ale było już za późno.
Wszyscy obecni wstrzymali oddech patrząc na mnie to na zaskoczonego sędziego.
- Proszę o wyprowadzenie oskarżonej z sali. - usłyszałam nieźle poirytowany głos Kevina, po czym poczułam jak kajdanki zaciskają się na moich nadgarstkach. 
- Mogłabym wyjść i bez tej jakże pięknej eskorty. Nie jestem pieprzoną kryminalistką.

Siedziałam po salą rozpraw jakąś dobrą godzinę. Nudziło mi się strasznie. Najpierw zaczęłam liczyć płytki na podłodze ale kiedy doszłam do 200 odechciało mi się. "Strata czasu" mruknęłam sama do siebie. W tym samym momencie otworzyły się drzwi i wszyscy powoli zaczęli się tłoczyć na korytarzu. Na samym końcu wyszedł mój obrońca. Na szczęście sprawa skończyła się dobrze dla mnie. Zarzuty zostały oddalone, jedynie muszę zapłacić karę grzywny za nieodpowiednie zachowanie. Mówiłam pieprzony materialista. Jednak to jest lepsze niż zimna, pusta cela.

W "domu" byłam po 17.00. Zamówiłam pizzę i poszłam do pokoju. Usiadłam na łóżku i siedziałam tak wpatrując się w jeden punkt. Nie myślałam chyba o niczym konkretnym tylko siedziałam. Istnieć nie znaczy żyć*. Przypomniały mi się słowa piosenki. Nuciłam ją sobie przez jakiś czas, kiedy usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Sięgnęłam po niego na półkę, na wyświetlaczu widniało "Martha". Nie chciałam z nią rozmawiać. Z resztą to z nikim nie chciałam rozmawiać. Wcisnęłam rozłącz i siedziałam sobie dalej.

Siedziałam na huśtawce i obserwowałam bawiące się dzieci. Nigdy się z nimi nie bawiłam. Chyba mnie nie lubiły. A może dlaczego, że wstydziłam się do nich odezwać. Nie wiem. Bujałam się dalej i patrzyłam na liście, które tańczyły poruszane przez wiatr.
- Cześć mogę pobujać się na huśtawce obok? - spytała mnie śliczna blondynka. Zawsze chciałam mieć blond włosy, ale moja mama mówiła, że moje ciemne też są ładne i jak ona była mała to też takie miała, ale potem przefarbowała. Odpowiedziałam dziewczynce skinieniem głowy i dalej obserwowałam otaczających mnie ludzi.
- Jestem Jenna, a ty? - odwróciłam głowę zdziwiona. Mówiła do mnie? - Tak do ciebie mówię głuptasie. - uśmiechnęła się promiennie, ukazując przy tym rząd białych zębów. Nieśmiało odwzajemniłam uśmiech.
- Aria.
- Ładne imię. Idziemy się pobawić? - zeskoczyła z huśtawki i wyciągnęła do mnie rękę. Niepewnie chwyciłam ją i razem poszłyśmy w stronę zjeżdżalni.
Wspominałam Jenne, wspominałam chwilę kiedy ją poznałam jak i te szczególne i warte zapamiętania.
-Aria! Otwórz te drzwi! - przyjaciółki zawzięcie uderzały pięściami w drzwi. A ja chciałam być sama. Moje serce było rozdarte na milion kawałków. Nie chciałam z nimi rozmawiać. Chciałam tylko siedzieć i obserwować nieobecnym wzrokiem chmury płynące po błękitnym jasnym niebie. Każda była inna i każda miała swój wyjątkowy, nietypowy kształt.
- Otwórz proszę - płacząca Jenna nadal próbowała się dostać do mojego pokoju. Powoli podniosłam się z łóżka i skierowałam się w stronę drzwi. Przekręciłam kluczyk w zamku i lekko je uchyliłam. Karolina od razu mocno mnie przytuliła i płakałyśmy wszystkie razem, Miałam wtedy ledwie piętnaście lat. To właśnie tamtego dnia dowiedziałyśmy się o wyprowadzce Zayna. Każda z nas przeżywała to na swój osobisty sposób, ale wszystkie wspierałyśmy się nawzajem. Potem siedziałyśmy na łóżku i tkwiłyśmy tam, tak dopóki nie zasnęłyśmy.

Staliśmy w kolejce przed jednym z najbardziej "odwiedzanych" klubów w Warszawie. Ręce mi się trochę trzęsły mimo tego, że to nie był mój pierwszy raz kiedy to nielegalnie weszłam do klubu. Kolejka przesuwała się coraz to szybciej, a wielki goryl stojący przed drzwiami był coraz bliżej mnie. Miał może z 180cm wzrostu i był strasznie potężnie zbudowany. Może gdyby nie moje ledwo 165cm nie czułabym się przy nim jak zwierzyna. Podałam ostrożnie swój dowód. Ogólnie rzecz biorąc nie był to mój dowód, bo nie wyrabiają ich raczej siedemnastolatkom, ale jakiejś baby która podobnież ma być mną. Ochroniarz przyjrzał mi się dokładnie od góry do dołu śmiesznie marszcząc przy tym brwi.
- Nie wyglądasz mi na 23 lata - stwierdził i podrapał się po karku. - Wydajesz się o wiele młodsza niż na tym zdjęciu.
- Schlebiasz mi - uśmiechnęłam się zalotnie, zabrałam mu dowód z ręki i chciałam z gracją przejść. Byłam pewna, że już  mi się udało, kiedy poczułam czyjeś ramię ciągnące mnie do tyłu.
- O co chodzi? Dlaczego nie chcesz wpuścić mojej przyjaciółki? - Alex zaczął kłócić się z wielkoludem, ale i tak uważam, że nic by to nie dało biorąc pod uwagę przewagę olbrzyma.
- Co tu się dzieje? - usłyszałam za sobą męski głos. Osiłek natychmiast się spiął i puścił moje ramię, które odruchowo zaczęłam rozmasowywać.
- Jak możesz tak niekulturalnie traktować moich gości! - zbliżył się do mnie ciemny blondyn o ostrych rysach twarzy. Musiałam przyznać, że był cholernie przystojny. - Witaj Alex. Chodźcie za mną. - przywitał się z moim przyjacielem i objął mnie ramieniem wprowadzając do klubu. Nie powiem, że mi się to nie spodobało.
- Aria, Jenna poznajcie właściciela tego wspaniałego klubu - Mateusz. Mateusz poznaj moją dziewczynę Jennę i przyjaciółkę Arię.
- Mam nadzieję, ze nie gniewacie się za niemiłe powitanie, ale mój lokal ma pewne zasady. A ty słonko nie sądzę żebyś miała 20 lat. Co? - spojrzał na mnie wymownie po czym wybuchł śmiechem.
- Oczywiście nie przeszkadza mi twoja obecność. Drinki dla nas wszystkich dzisiaj na mój koszt. - złapał mnie za rękę i ruszyliśmy w stronę baru.
Wypiłam chyba 5 napojów alkoholowych i byłam nieźle wstawiona. Zgubiłam gdzieś po drodze dodatkowo Jennę i Alexa. Jak się później okazało byli u niego w domu i zajmowali się sobą. Na szczęście Mateusz zaoferował mi podwózkę do domu na którą z chęcią przystałam. Gdybym wcześniej wiedziała jak to wszystko się potoczy nigdy w życiu nie pozwoliłabym się odwieźć do domu, a co dopiero dotknąć przed klubem. Człowiek, który wydawał się na początku wręcz ideałem, okazał się potworem.

Wybrałam numer Drew. Odebrał po niespełna trzech sygnałach. Odetchnęłam z ulgą.
- Mam do ciebie najdziwniejszą prośbę świata. Nie przerywaj mi i wysłuchaj do końca. Wiem, że nie masz czystej kary. Poszperałam trochę na twój temat. Potrzebna mi jedna bardzo ważna rzecz. Musisz mi ją załatwić, ale zanim powiem o co chodzi to chce Ci oznajmić, że nikt nigdy nie dowie się skąd ją mam. Potrzebna mi broń. Rozumiesz? - złapałam oddech i czekałam na odpowiedź.
- Czy ty do końca oszalałaś?! - usłyszałam przerażony głos chłopaka.
- Jest mi tylko i wyłącznie potrzebna do samoobrony. Musisz mi pomóc! Zapłacę największą cenę tylko powiedz ile chcesz. - usłyszałam westchnięcie, a potem dźwięki podobne do tego jakby ktoś czegoś szukał.
- Zgoda, chce dwa tysiące.
- Półtora! - nie mogę sobie pozwolić na tak duży wydatek.
- Dwa albo nici z umowy. Dzisiaj o 20.00 w parku przy fontannach - warknął.
- Będę. - odpowiedziałam i rozłączyłam się.
Zdążyłam tylko odłożyć telefon i od razu zaczął dzwonić. Znowu Martha, po dłuższej chwili zastanowienia odebrałam.
- Czego! - warknęłam do słuchawki. Nie miałam ochoty z nią rozmawiać, ogólnie rzecz biorąc to nie miałam ochoty rozmawiać z nikim. Tak trudno zrozumieć!
- Miałaś się pokazać u mnie w biurze tydzień temu!
- Może nie miałam ochoty! A i już nie chce tej pracy więc się ode mnie odpierdol! - z całej siły rzuciłam telefonem w ścianę. Ekran pękł więc sądzę, że nie będzie już działał, ale co z tego. W tej chwili to jest mój najmniejszy problem. Weszłam do garderoby i z jednej z szuflad wyjęłam mały kluczyk, którym potem otworzyłam następną. Odliczyłam dwa tysiące, które potem schowałam do torebki. Wiem, że to kradzież i czuję się z tym strasznie, ale muszę ratować swoją dupę. Wychodząc założyłam na siebie kurtkę i poszłam do garażu w którym stał mój motor. Jechałam spokojnie ulicami Londynu, dopóki nie dotarłam na obrzeża parku. Zostawiłam Kirę na chodniku i resztę drogi pokonałam pieszo. usiadłam na jednej z ławek niedaleko fontann i czekałam. Czujnie obserwowałam najbliższą okolicę. Było już ciemno i tylko w niektórych miejscach słabo świeciły latarnie. Nie czułam się tam bezpiecznie. Chciałam być już w łóżku, zakopana pod ciepłą kołdrą. Z każdą minutą robiło się coraz zimniej i zaczęłam pocierać dłońmi ramiona. W pewnym momencie poczułam dłoń zaciskającą się na moich oczach i wstałam gwałtownie odwracając się od razu twarzą do przybyłego.
- Przepraszam, nie chciałem Cię wystraszyć.
- Nic nie szkodzi. Masz? - uśmiechnął się i podał mi mały pakunek. Schowałam go do torebki i podałam chłopakowi pieniądze.

*LemON - "Nice"

czwartek, 22 stycznia 2015

Rozdział 26

Jejku ;c Miałam dodać ten rozdział przed świętami.
No, ale kiedy wzięłam się za jego pisanie. Po prostu ugh..
Wiedziałam co chcę napisać! Ale nie umiałam tego napisać, to straszne!
Ale lepiej później niż wcale jak to mówią <33
                                                                                                                    

Nie spałam pół nocy. Nie mogłam spać. Nie chciałam spać. Mój umysł nawiedzało milion myśli na sekundę. Nie płakałam. Nie mogę już płakać. Nie umiem już płakać. Przez całą noc patrzyłam się w jeden punkt. Obwiniam się o jej śmierć. Bo gdybym powiedziała, że to nie moja wina, skłamałabym. Usnęłam około 7.00 rano. Przy najmniej tak mi się wydaje. Obudziłam się po 11.00 i od razu skierowałam swoje kroki do łazienki. Było w niej zupełnie czysto. Jedynie brak lusterka przypominał mi, że to nie był tylko i wyłącznie sen. Lucas na pewno posprzątał. Bo niby kto inny? Teraz mam tylko jego. Tak właściwie to gdzie on jest?
Zeszłam, a raczej zwlekłam się po schodach i weszłam do kuchni. Wyciągnęłam z lodówki mleko i nalałam do miski. Wsypałam płatki, a potem zrobiłam kawę. Usiadłam przy blacie kuchennym i zaczęłam jeść. Katem oka zobaczyłam białą niewielkiej wielkości kartkę na stole. Sięgnęłam po nią i otworzyłam:

"Pojechałem do sklepu i na miasto załatwić parę spraw. Wrócę po 15.00"
Lucas

Zostałam sama. No fajnie. Dokończyłam śniadanie i poszłam do salonu. Usiadłam na kanapie i przykryłam się kocem. Nie wiem ile tak siedziałam wpatrując się w jeden punkt. Nawet nie pamiętam kiedy Lucas wszedł do mieszkania. Przestraszyłam się tylko jak usłyszałam za sobą: "Co robisz?" Ale nie wykonałam żadnego ruchu. Nadal wpatrywałam się w czarny ekran telewizora. "Oglądam tv".
- Ey, ale wiesz, że on jest wyłączony. - ukucnął na przeciwko mnie. - Wszystko w porządku?
- A wygląda jakby było? - odpowiedziałam bez jakichkolwiek emocji i odwróciłam wzrok. 
- Spójrz na mnie. Słyszysz? Uśmiechnij się. 
Już miał zamiar mnie połaskotać, kiedy zadzwonił jego telefon. Uśmiechnął się do mnie, wstał, odebrał telefon i wszedł po schodach na górę. Wstałam i moim planem było iść do łazienki. Szłam wolnym krokiem, kiedy poczułam czyjąś rękę oplatająca moją talie, a drugą zatkano mi usta. Zacisnęłam oczy i poczułam, że uderzyłam plecami o ścianę. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Mateusza! Chciałam krzyknąć, ale kiedy tylko to zauważył jeszcze mocniej zacisnął swoją dłoń na moich ustach. Przybliżył swoją twarz do mojej i wyszeptał mi do ucha "Lepiej bądź cicho inaczej nie tylko ty tu ucierpisz". Uśmiechnął się do mnie, ale był to najbardziej fałszywy uśmiech jaki widziałam. "A teraz słuchaj uważnie. Musisz go jakoś ładnie wyprosić i żadnych numerów. Rozumiesz?" Pokiwałam głową na znak, że zrozumiałam. "Co kurwa? Czemu dowiaduje się o tym dopiero dzisiaj?" widocznie Lucas zdenerwował się na osobą z którą właśnie rozmawiał. Moje nadgarstki zostały puszczone, a ja na chwiejących nogach zaczęłam się wspinać po schodach. Weszłam do swojego pokoju gdzie na łóżku siedział blondyn.
- Coś się stało? - zapytałam nieśmiało i podeszłam bliżej chłopaka.
- Muszę lecieć do Miami. Mam do załatwienia kilka spraw. - wyjaśnił.
Aha. Rozumiem, ale to chyba nic złego.
- Wiem, ale nie chce Cię zostawiać samej, a poza tym lot mam o 19.00.
- Mną się nie martw, ale chyba musisz iść się spakować bo zostało ci tylko 4 godziny. - uśmiechnęłam się.
Na razie idzie dobrze - pomyślałam.
-  Co ci się tak nagle humor poprawił? - uśmiechnął się i wstał z łóżka. 
Zeszliśmy oboje na dół. Kiedy Lucas zakładał buty rozejrzałam się po salonie, ale nie zauważyłam nigdzie "mordercy Jenny". 
- Jak będę jechał na lotnisko wpadnę się pożegnać. - pocałował mnie w policzek i wyszedł z mieszkania. Tak bardzo nie chciałam żeby wychodził.
Przebiegłam do salonu i chwyciłam pierwszą rzecz jaka rzuciła mi się w oczy.
- Wynoś się stąd! - krzyknęłam do powoli zbliżającego się do mnie Mateusza.
- Skarbie masz zamiar zaatakować mnie pilotem do telewizora? - zbliżał się do mnie jednocześnie się
śmiejąc.
Kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że plecami prawie już dotykam ściany, a z każdą sekundą brunet był coraz bliżej mnie. Uniosłam niepozornie wyglądającego pilota i rzuciłam nim w chłopaka. Dostał prosto w czoło. Złapał się za bolące miejsce, ale kiedy tylko zobaczył, że biegnę w stronę drzwi pobiegł za mną pociągnął mnie za włosy i brutalnie pociągnął na ziemie. Usiadł na mnie uniemożliwiając mi jakikolwiek ruch. Zacisnęłam oczy, żeby tylko nie musieć na niego patrzeć. 
-Niegrzeczna dziewczynka.
Poczułam jak jego ręka wsuwa się pod moją bluzkę i błądzi po moim ciele. Próbowałam go z siebie zrzucić, ale niestety ma on o wiele więcej siły ode mnie. W moich oczach po woli zaczęły zbierać się łzy. 
- Proszę nie - powiedziałam płaczliwym głosem.
- Lubię doprowadzać cię do płaczu - wyszeptał mi do ucha po czym zaczął całować mnie po szyi schodząc coraz niżej.
- Nie, lepiej od razu mnie zabij. - musiałam coś powiedzieć, nie mogłam pozwolić mu na nic więcej.
- Hmm... kusząca propozycja - wyjął swoją rękę spod mojej bluzki i wpatrywał się we mnie z zaciekawieniem.- Ale to byłoby o wiele za proste. Chce widzieć jak cierpisz. 
- Jesteś chory! - zaczęłam panikować.
- Nie tylko ja skarbie - pocałował mnie po czym wstał i jakby nigdy nic wyszedł.
Podniosłam się szybko z podłogi i podbiegłam do drzwi zamknęłam na wszystkie możliwe zamki. Potem pobiegłam w stronę drzwi prowadzących na taras i te tak samo zakluczyłam. Pozamykałam każde okno w domu, a potem wzięłam nóż, koc i zrobiłam ciepłą herbatę. Siedziałam na kanapie w ręku ściskałam nóż, obserwowałam parę nad kubkiem i nasłuchiwałam czy aby na pewno jestem sama. Podskoczyłam na dźwięk dzwoniącego telefonu. Sięgnęłam po niego i nacisnęłam zieloną słuchawkę. 
- Aria nie wyrobie się i nie zdążę do ciebie podjechać. Nie gniewasz się prawda? - usłyszałam czuły głos Lucasa.
- Jasne, że nie. - odpowiedziałam. Chyba dobrze, że tak wyszło nie chce żeby widział mnie w tym stanie.
- To dobrze. Do zobaczenia za kilka dni jak coś to dzwoń.
- Okey zapamiętam. Już tęsknię. - rozłączyłam się.

*kilka godzin później*
Już od jakiejś godziny pada deszcz. Nasłuchuję jak krople wody obijają się o parapet i obserwuję jak wyznaczają, każda inną ścieszkę na oknie. Mam wrażenie, że ktoś chodzi na około domu. Ale ma skrytą nadzieję, że to tylko moja nadpobudliwa wyobraźnia. Po chwili powietrze rozdziera przeraźliwy dźwięk dzwonka do drzwi. Odkrywam koc, którym jestem przykryta i ściskając w ręku ostre narzędzie podchodzę do drzwi. Otwieram jeden zamek potem drugi i uchylam lekko brązowy prostokąt. Zakapturzona postać rozchyla je bardziej i wchodzi do środka. Chowam rękę za plecami i wpatruje się w nowo przybyłą postać. Chłopak uśmiecha się i zdejmuje kaptur i widzę Drew. Wzdycham z ulgą.
- To tylko ty.
- A spodziewałaś się kogoś innego? - puszcza mi oczko. - Przechodziłem obok i postanowiłem, że wpadnę.
- Nie ma sprawy wejdź. - uśmiecham się sztucznie.
Kiedy chłopak idzie do salonu ja szybko odkładam nóż na komodę i zamykam drzwi. 
- Chcesz coś do picia? - pytam gdy wchodzę do pomieszczenia.
- Z chęcią. Może poproszę herbatę. 
Idę do kuchni i wstawiam wodę. Siadam na blacie i wymachując nogami czekam. Zastanawia mnie jedno skąd on ma mój adres. No nic. Nalewam wrzątku do kubka i wrzucam saszetkę herbaty owocowej, wsypuje dwie łyżeczki cukru. Wchodzę do salonu i podaję chłopakowi kubek.
- Dziękuje. - posyła mi jeden ze swoich uśmiechów na widok których jak zakładam większości dziewcząt miękną kolana. 
Prowadzimy niezobowiązującą rozmowę. Miły obrót dnia. Jak na razie. Podpowiada podświadomość, lecz odtrącam tę myśl. Po około dwudziestominutowej wymianie zdań chłopak idzie do łazienki. Wstałam z kanapy z zamiarem odniesienia kubków. Niestety dokończenie tej czynności przerywa mi dzwonek. Otwieram ostrożnie drzwi i widzę Dagmarę z Drake.
- Co wy tu robicie?
- Miłe powitanie - śmieje się brunet.
- Możemy wejść? - pyta Dagmara.
- Jasne, ale co was do mnie sprowadza? - Przepuszczam ich w drzwiach po czym obserwuje jak zdejmują swoje przemoknięte płaszcze.
- Lucas nas poprosił żebyśmy dotrzymali ci towarzystwa.
- Mogłam się domyślić - mruknęłam.
- Chyba nie zamierzasz nas tym zabić - pyta dziewczyna wskazując na leżący na komodzie nóż po czym zaczyna się śmiać.
- Oczywiście, że nie - uśmiechnęłam się, podnoszę ostry przedmiot i odnoszę go na swoje miejsce.


**Gdzieś około 01.30**
Siedzimy we trójkę w salonie oglądając już drugą komedie z kolei. Nie sądziłam, że Dagmara jeśli chce może być miła. Najpierw zrobiłyśmy razem kanapki, a teraz plotkujemy na różne tematy. Taka mała poprawa humoru. Drew wyszedł jak tylko przyszli moi nowi gości. Dość dziwne, ale trudno. Oznajmiam, że idę się umyć i w razie czego będę na górze. Powoli wchodzę po schodach, a następnie do swojego pokoju. Zabieram bluzę i jakieś stare dresy. W łazience odkręcam ciepłą wodę, rozbieram się i wchodzę pod prysznic. Ciecz zmywa ze mnie zmęczenie i wszystkie nerwy. Chwilowe oderwanie od rzeczywistości. Po 10-minutowym prysznicu, ubieram się i zaczynam suszyć włosy. Poczułam dziwny zapach. Jakby dym. Wyłączam suszarkę. Zastanawiam się chwilę po czym opuszczam łazienkę. Gdy tylko otwieram drzwi widzę mój cały pokój w płomieniach. Zaczynam się dusić dymem i opadam na podłogę. Szukam drogi ucieczki. Rozglądam się we wszystkie strony ale wszędzie jest ogień. Nie mam drogi ucieczki. Zaczynam krzyczeć, ponieważ już nic innego mi nie pozostało. W odpowiedzi słyszę przerażony krzyk Dagmary. Drake otworzył drzwi i widzę jak się waha czy ma wejść do środka. Dziewczyna już dzwoni po straż pożarną. Wiem, że jeśli nie uda mi się wyjść stąd teraz, nie wyjdę stąd nigdy. W przeciągu kilku sekund moje powieki robią się coraz cięższe i coraz więcej dymu dostaje się do moich płuc przez co zaczynam się dusić. Potem była już tylko ciemność.

Otwieram oczy i podnoszę się do pozycji siedzącej. Nie zdążyłam dobrze zobaczyć gdzie jestem kiedy poczułam, że ktoś się do mnie przytula. Mrugam kilkakrotnie i widzę brązowe włosy Dagmary. Gdy dziewczyna się ode mnie odsuwa, na moment wstrzymuję powietrze. Mój dom cały w płomieniach. A ja siedzę na noszach koło karetki. Na twarzy Dagmary i Drake maluje się ulga, ale ja jestem totalnie przerażona. Chłopak ściska moją rękę w geście pocieszenia. - Zadzwonię do Lucasa. -Nie, ja chcę to zrobić. - mówię i uśmiecham się do niego słabo.
- Możesz zostać u nas na jakiś czas - brunetka oferuje swoją pomoc, ale ja jej nie chce. Nie chce niczyjej litości. Oznajmiam, że wszystko ze mną dobrze i że zamieszkam w domu blondyna. Ratownik tłumaczy mi, że powinnam zostać choć na jedną dobę w szpitalu na obserwacji. Tego też nie chcę. Jestem pełnoletnia i wiem co robię. Patrzę jeszcze przez chwilę jak strażacy próbują zgasić ogień. Potem zaczynam iść wzdłuż ulicy. Czuję uścisk na nadgarstku. Nie muszę się nawet odwracać, żeby wiedzieć, że to Drake. Mówię cicho "Chcę zostać sama". Wyrywam swoją rękę i idę dalej. Po kilkunastu minutach docieram do domu Lucasa. Szukam kluczy pod wycieraczką jednak chłopak tym razem ich tam nie zostawił. Idę powoli na tyły domu. Podnoszę z ziemi jeden z większych kamieni. I z całej siły ciskam nim w okno które znajduje się najbliżej mnie. Okno się tłucze, jednak nie całe, wkładam rękę w miejsce gdzie była kiedyś szyba i otwieram okno tak, żebym mogła wejść. Kiedy jestem w środku nic nie wskazuje na to żeby chłopak miał zamontowany alarm. Wchodzę do salonu i z barku wyciągam wódkę. Idę na górę rzucam się na łóżko i otwieram butelkę. Krzywię się pijąc, ale to nic, chce zapomnieć i chce mi się palić jak cholera. Niestety nie mam przy sobie fajek ani pieniędzy na nie. Wstaję i podchodzę do komody przeszukuje całą ale nie znajduje rzeczy, której w tej chwili potrzebuje. Kiedy chcę zamknąć jedną z szuflad coś zawadza i nie mogę jej do końca domknąć. Wyciągam ją i widzę kilkadziesiąt woreczków z koką. amfą i marihuaną. Biorę wszystkiego po jednym woreczu. Nie obchodzi mnie już czy to gówno mnie zniszczy. Jeśli sama siebie nie zniszczę, zniszczy mnie Mateusz.


 

sobota, 18 października 2014

Rozdział 25

No i wreszcie doczekaliście się 25 rozdziału
Mam nadzieję, że wam się spodoba
Sprawdzałam go już kilka razy,
ale wiecie 02:40 to trochę późna godzina
i mój mózg nie pracuje jak powinien xd
Więc przepraszam za błedy ;*
                                                                                      


Wybudziłam się z niespokojnego snu, kiedy próbowano otworzyć zamek. Usłyszałam, że ktoś powoli otwiera drzwi i wchodzi do środka. Bałam się otworzyć oczy, tak bardzo się bałam. Poczułam na ramieniu czyjąś dłoń, przestraszona podniosłam się do góry. Zaciskałam mocno powieki, żeby tylko ich nie otworzyć i nie zobaczyć osoby której się tak bardzo bałam. Mój oddech przyśpieszył, a sama ledwo stałam na nogach. Nie miałam pojęcia która jest godzina ile tutaj jestem i gdzie jest Jenna i Alex. Może śpią nie zdając sobie nawet sprawy, że gdy się obudzą mogą mnie nie zastać lub co gorsza znaleźć martwą. Słyszałam bicie własnego serca, a od momentu kiedy wszedł do pomieszczenia minęło zaledwie kilka sekund. Po oddechu mogłam się zorientować, że w pomieszczeniu jest co najmniej trzy osoby. Jedna z osób stojących dalej ode mnie zbliżyła się. Byłam przygotowana na szarpnięcie uderzenie lub cokolwiek innego.
- Aria, słońce wszystko dobrze? - momentalnie otworzyłam oczy i zobaczyłam Jennę, Alexa trzymającego moje ramie i Lucasa stojącego przy drzwiach. Wtuliłam się w blondynkę i zaczęłam płakać. Zastanawiałam się dlaczego dał sobie spokój i nie przyszedł tu po mnie przecież wie gdzie mieszkam, wie wszystko. Zawsze wiedział i teraz też tak jest. Nie mogę się od niego uwolnić nawet jeśli bym bardzo chciała. Nawet jeśli bym mu zapłaciła. Kiedyś próbowałam, na początku się zgodził, ale potem już było gorzej. Kiedy dostał pieniądze... Nawet nie mam siły o tym myśleć. Nie mam siły na nic. Nie mam siły żyć.
- Co się stało? - potrząsnęła mną przyjaciółka. - Słyszysz mnie? - Nie byłam pewna czy umiem jej w jaki kolwiek sposób odpowiedzieć. Czułam się jak malutkie dziecko, które dopiero uczy się mówić i nie potrafi powiedzieć tego co chce. Najwyraźniej nie znam lub nie ma słów, którymi mogłabym opisać to jak się teraz czuję. Jak bardzo potrzebuje czyjegoś wsparcia i jak bardzo się boję.
- Wrócił...rozumiesz...i...to...się zaczyna...od nowa - udało mi się powiedzieć przez łzy, które wielkimi kroplami spływały po moich policzkach.
- Kur*a - powiedział stojący za mną Alex, a Jenna skarciła go wzrokiem.
- Tu nic Ci nie grozi jesteś z nami. W domu na pewno nic Ci się nie stanie. Chodź położysz się wyglądasz strasznie. - Lucas podszedł i łapiąc mnie za rękę powoli wyprowadził z łazienki. Usiadłam na krawędzi łóżka i uniosłam swój wzrok w górę wszyscy patrzyli na mnie z czułością, współczuciem, a jednocześnie strachem jedynie jeszcze blondyn był zdezorientowany i błądził wzrokiem po naszej trójce. Nie chciałam ich współczucia, tak bardzo nie chciałam. Pragnęłam jedynie końca tego wszystkiego. Nie zwracając na nich uwagi ściągnęłam z siebie top i założyłam wyciągnięty z pod poduszki za duży podkoszulek Nialla. Założyłam ją na siebie po czym zdjęłam spodnie i skarpetki i schowałam się w ciepłą pościel.
- O co w tym wszystkim chodzi? Wytłumaczysz mi? - blondyn nie wytrzymał dłużej tej napiętej ciszy między nami. Chciałam coś powiedzieć, ale nie wiedziałam jak mam mu to wszystko wyjaśnić. Jenna stojąca za nim patrzyła na mnie uważnie. Wiedziałam o co je chodzi. To było nieme pytanie. Pokiwałam potakująco głową.
- Daj jej odpocząć, chodź to ja ci wszystko wytłumaczę. - obydwoje zeszli na dół, zostawiając mnie samą z Alexem. Chłopak spojrzał na mnie i uśmiechnął się pocieszająco, nie  byłam pewna czy mam odwzajemnić uśmiech. Tak na prawdę niczego nie jestem teraz pewna.
- Wszystko będzie dobrze zobaczysz, znowu wpakujemy go za kratki. Może tym razem na dłużej? - zaśmiał się pod nosem. Dla mnie to nie było się z czego śmiać. Pokiwałam tylko potakująco głową i przykryłam się bardziej kołdrą. - Prześpij się, dobrze Ci to zrobi. - wyszedł z pokoju cicho zamykając za sobą drzwi. Nie chciałam zostać sama, ale przecież nikt nie będzie ze mną siedział dwadzieścia cztery godziny na dobę. Przez mój umysł przepływało milion myśli na sekundę. Nie mogłam się uspokoić. Nie mogłam logicznie myśleć. Zmęczenie dawało mi się we znaki, ale mój umysł nie pozwolił mi na sen. Nie wiem ile razy przekręcałam się z jednej strony łóżka na drugą, ale w końcu udało mi się zasnąć.
Obudziły mnie koszmary. To przez nie nie mogłam spać. Usiadłam i odruchowo zaczęłam rozglądać się w poszukiwaniu telefonu, żeby sprawdzić godzinę. Nigdzie go nie było. Byłam pewna, że położyłam go na szafce nocnej. Pierwszą moją myślą było:  Był tutaj w moim pokoju, ale to byłoby bez sensu. Po co byłby u potrzebny mój telefon. Zeszłam powoli z łóżka. Wyszłam z pokoju powoli schodząc na dół. Kiedy byłam w połowie schodów przystanęłam usłyszawszy rozmowę przyjaciół.
- Nie rozumiesz, że tu jest coś nie tak?! Przeszukaliśmy z Lucasem jej cały telefon, komputer i połowę pokoju nic nie wskazuje na to, żeby wrócił! - byłam prawie pewna, że rozmawiają o mnie, nie, byłam stuprocentowo pewna, że mówią o mnie.
- Może źle szukaliśmy? Może coś przeoczyliśmy?
- Lucas, na pewno nie! Myślę, że ona to wymyśliła, historia się znowu powtarza.
- Możesz to jakoś rozwinąć?
- Depresja - prawie niesłyszalnie szepnęła do tej pory siedząca cicho dziewczyna. - Po tym co się wcześniej wydarzyło Aria miała tak jakby depresję. Albo raczej powinnam powiedzieć załamanie. Było z nią źle bardzo często opowiadała o rzeczach, które sobie wymyśliła. Była zamknięta w sobie. Kiedy ktoś się jej coś zapytał nie odpowiadała, była w swoim świecie lub udawała, że nie słyszy. Często mówiła o kotkach lub chociażby o jednorożcach, kiedy ktoś rozmawiał wtrącała jakąś nieistotną, a zarazem niepokojącą wzmiankę. Prosiliśmy, żeby poddała się leczeniu, ale bez skutku. Jak zamknęli Mateusza w więzieniu nadal opowiadała o tym, że ktoś ją śledzi, że kiedy jest sama czuję czyjąś obecność, że ktoś ją obserwuje. - wypowiedziała to imię którego tak bardzo starałam się zapomnieć, którego tak bardzo nie chciałam pamiętać. Samo imię wywoływało u mnie strach, a co dopiero osoba do której należało. Z tej części mojego życia o którym opowiada Jenna pamiętam bardzo mało. Udało mi się w jakiś sposób schować ją w swojej podświadomości, wszystkie wspomnienia po wrzuceniu go za kratki pamiętam jak za mgłą. Lecz dzięki Jennie zaczynam sobie powoli to wszystko przypominać. - Żyła na krawędzi, często znajomi przywozili ją nad ranem kompletnie pijaną. Nie to, że piła to w dodatku się cięła. Można to zobaczyć na jej udach małe pojedyncze blizny już prawie niewidoczne. Nie wiem jakim cudem wtedy udało jej się z powrotem odbudować swoją psychikę do tej pory mnie to zastanawiam. Ponieważ z jej stanem kwalifikowała się do psychiatryka. Sądzę, że ta paranoja wróciła i ona po prostu zaczęła wariować. Chociaż mam nadzieję, że się mylę, nie chce jej wysyłać do zakładu dla obłąkanych. - nie potrafiłam powiedzieć nic, nie umiałam nawet złapać równego oddechu. To właśnie myślą o mnie przyjaciele, że jestem psychicznie chora. Oni mi nie wierzą! Podciągnęłam lekko za duży na mnie podkoszulek i zobaczyłam niezliczoną ilość mało widocznych blizn. Czyli to co mówi blondynka jest prawdą na prawdę się tak zachowywałam. Nie pamiętam z tego połowy! To tylko mi się śni to tylko moja wyobraźnia płata mi figle. Stałam na środku schodów. Nie mogąc się ruszyć.
- Aria - zobaczyłam na początku schodów blondyna patrzącego prosto na mnie.
- Ja...nie pamiętam tego... - udało mi się tylko tyle powiedzieć. Chciałam myśleć logicznie, chciałam im wykrzyczeć, że nie jestem psychicznie chora. Lecz jakaś część mnie podpowiadała, że jestem. Zeszłam powoli na sam dół, a łzy mimowolnie zaczęły spływać po moich policzkach. Wtuliłam się w chłopaka i schowałam twarz w jego swetrze. Podniósł mnie i usiadł ze mną na kanapie sadzając mnie sobie na kolanach.
- Nie jestem chora. Nie wierzycie mi...ale to jest prawda - wyszeptałam. Lucas gładził ręką moje plecy. Ten gest w jakiś sposób mnie uspokajał. - Na prawdę dostałam te sms-y. Wczoraj byłam z Drew w kawiarni, siedzieliśmy tam jakiś czas rozmawiając i potem postanowiliśmy zapalić. Wyszliśmy na dwór i wtedy dostałam pierwszego sms-a. Przestraszyłam się i szybko wróciłam do domu. Zamknęłam drzwi i pobiegłam do siebie zatrzaskując się w łazience. I właśnie wtedy dostałam kolejnego sms-a. Ja na prawdę nie kłamię. Nie wiem dlaczego nie ma tam już tych wiadomości.
- Co paliłaś? - zapytał niezbyt przyjemnym tonem Alex.
- Papierosy...znaczy...
- Ile? - nie spuszczał ze mnie wzroku. Próbowałam na niego nie patrzeć, ale coś mi nie pozwalało jego brązowe tęczówki przeszywały mnie na wskroś. Nie odpowiedziałam tylko podniosłam rękę i pokazałam jeden palec. On tylko skinął głową i zaczął się nad czymś zastanawiać. Jenna przez cały ten czas unikała mojego spojrzenia. Czułam się dziwnie i próbowałam sobie wmówić, że to tylko i wyłącznie sen, że zaraz się obudzę w ciepłym łóżku. Dziewczyna w pewnej chwili wstała i wyszła do kuchni, a za nią Alex. Zostałam sama z Lucasem. Poprosiłam go żeby włączył jakiś film. Chciałam tylko oderwać swoje myśli od wczorajszej nocy.

Siedzę w salonie już od ponad czterech godzin. Uspokoiłam się na tyle, że zaczęłam z blondynem normalnie rozmawiać. Ale im dłużej o tym wszystkim myślę to mam wrażenie, że to nie jest realnie. Że to wszystko sobie wymyśliłam. Według teorii Alexa wcale nie dostałam żadnych wiadomości, tylko albo tak bardzo się "zjarałam", że dostałam halucynacji albo po prostu wróciłam normalnie do domu i z niewidomych przyczyn usnęłam w łazience a reszta mi się przyśniła. Po woli zaczynałam w to wszystko wierzyć. Przecież tak na prawdę nie było niczego wskazującego na to, że mówię prawdę.
- Zbieraj się zaraz jedziemy - stanęła przede mną Jenna szeroko się uśmiechając.
- Gdzie ty chcesz iść? - przeciągnęłam się leniwie.
- Wyścig, zapomniałaś - powiedziała po czym wyszła z pomieszczenia. Wstałam powoli i zaczęłam wchodzić po schodach. Wzięłam szybki prysznic i zaczęłam szukać czegoś do ubrania.  W końcu zdecydowałam się na taki zestaw. Chciałam jak najszybciej znaleźć się już na motorze. Wtedy przestane myśleć o czymkolwiek. Najważniejszy będzie wiatr we włosach i ta adrenalina. Usłyszałam pukanie do drzwi, a potem zobaczyłam w nich Lucasa. Uśmiechnęłam się do niego.
- Na pewno chcesz jechać? - skinęłam tylko głową i ruszyłam w stronę drzwi po drodze łapiąc chłopaka za rękę.

Jesteśmy na miejscu. Chłopaki wyprowadzają nasze pojazdy z przyczepy. Okolica jak to okolica jak zwykle nie za ciekawa. Właśnie takie lubię najbardziej. Uśmiecham się sama do siebie. Biorę Kiarę od Lucasa i ustawiam się na lini mety. Zaraz za mną pojawia się Jenna. Jesteśmy jedynymi dziewczynami biorącymi udział w wyścigu. Większości osób patrzy na nas z głupawym uśmieszkiem. Inni z powątpieniem. Jeszcze się wszyscy ździwią pomyślałam i uśmiechnęłam się w stronę blondynki. Wszyscy dostaliśmy znak i za trzy, dwa i wystrzał. Ruszyłam. Czułam ten wiatr we włosach czułam się świetnie. Moje zmartwienia w mgnieniu oka zniknęły. Nie przejmowałam się Mateuszem nie przejmowałam się niczym. Zerknęłam w tylnie lusterko. Od razu za mną jechała Jenna. Przyśpieszyłam, chciałam ich wszystkich prześcignąć. Chciałam być pierwsza, chciałam wygrać. Licznik pokazywał coraz to większą prędkość. Nie chciałam hamować. Właśnie teraz czułam się wolna i oderwana od rzeczywistości. Byłam pierwsza i ani mi się śniło przegrać. Za mną nadal jechała blondynka. Już niedługo będzie pierwszy zakręt. Kątem oka zobaczyłam przerażenie w oczach dziewczyny. Popatrzyła na mnie smutno i wzruszyła ramionami. Widziałam jak desperacko próbuje zahamować. Wiedziałam już co było grane hamulce przestały działać. To się nie dzieje na prawdę. To tylko mi się przewidziało. Musiałam coś wymyślić. Jeśli ona nie zwolni wjedzie prosto w budynek przed nami. Widziałam pojedyncza łzę spływającą po jej twarzy. Jej usta wypowiedziały nieme "Kocham Was". Potem bylo już tylko gorzej. Przyśpieszyła i wjechała w budynek. Zahamowałam gwałtownie i zeskoczyłam z Kiary zostawiając ją na środku drogi. Biegłam jak tylko szybko mogłam. To wszystko stało się tak szybko. Nie wiedziałam co robić. Upadłam na kolana i odepchnęłam od dziewczyny coś co kiedyś było motorem. Zobaczyłam ją całą zakrwawioną. Po mojej twarzy potokiem zaczęły spływać łzy. Widziałam, że oddycha coraz słabiej zaczęłam robić masaż serca. Trzydzieści ucisków, a potem dwa wdechy. Jak najszybciej mogłam. Ona musi żyć. Przecież nie może umrzeć. Wszystko będzie z nią okey wyjdzie z tego. Słyszałam już karetkę. Nie miałam już siły. To nie miało już sensu jej serce już nie biło. Już nawet nie oddychała. Przytuliłam się do dziewczyny i zaczęłam jeszcze głośniej płakać. To nie mogło się tak skończyć. To ja powinnam zginąć. Poczuła czyjeś ręce odrywające mnie od ciała Jenny. To był Lucas. Odwróciłam się i mocno w niego wtuliłam. Zobaczyłam jeszcze stojącego w niewielkiej odległości od karetki Alexa całego zapłakanego. To tylko zły sen powtarzałam sobie w myślach. Niestety to nie był sen lecz smutna szara rzeczywistość.

Moja podświadomość nie dopuszczała do siebie wiadomości o śmierci Jenny. Zdawało mi się, że wyszła tylko z domu, a za chwilę zobaczę ją wchodzącą przez te drzwi. Niestety teraz leży w kostnicy. Blada, zimna z pół uśmiechem na twarzy i z zamkniętymi już na zawsze oczami. Policja nie może stwierdzić co bylo przyczyną zgonu, ponieważ z motoru zostały tylko szczątki. Ja wiem, hamulce tak po prostu przestały działać. To jest nie możliwe. Czemu kurwa ona?! Ciepła dłoń spoczęła na moim ramieniu, a potem poczułam jak kanapa ugina się pod ciężarem Lucasa. Podał mi kubek gorącej cieczy i przytulił mnie do siebie. Mam dość tego wszystkiego. Ja już wolałam tam zginąć. Niestety czasu cofnąć nie mogę. Mam nadzieję, że chociaż jest teraz w lepszym świecie.
Cicho po schodach zaczął schodzić Alex. Miał spuszczoną głowę, a za sobą ciągnął dwie walizki. Jedną swoją i... Jenny. Nawet myślenie o niej przychodziło mi z trudem. Odłożyłam kubek na stolik, wstałam i szybko podeszłam do chłopaka po czym mocno go przytuliłam. Czułam jak jego łzy moczą moją koszulkę, ale nic nie szkodzi bo ja robiłam to samo.
- Obiecał...rozumiesz? - podniósł głowę i spojrzał mi w oczy. - Obiecał, że nic jej nie zrobi! Obiecał, że jej nie zabije! Rozumiesz?! A ja głupi uwierzyłem! - ominął mnie i uderzył z całej siły pięścią w ścianę. Po czym skulił się na podłodze i zakrył twarz dłońmi. Stałam nieruchomo. Na myśl mi nawet nie przyszło, że za jej śmiercią mógł ktoś stać.
- Kto? - odezwał się blondyn. Alex chyba nie miał zamiaru niczego więcej powiedzieć. Ja musiałam. Byłam w stu procentach pewna, że to właśnie on.
- Mateusz. -powiedziałam cicho. Alex potwierdził skinieniem głowy, a potem zobaczyłam tylko jak chłopak podnosi się z podłogi. Bierze walizki i idzie w kierunku drzwi. Odwraca się i wypowiada nieme "przepraszam" po czym wychodzi, a przez moją głowę przechodzi myśl, że widziałam go po raz ostatni.

Idę powoli na górę, a za sobą słyszę kroki blondyna. Otwieram drzwi i wchodzę do sypialni. Nie mam siły na nic. Mam ochotę zasnąć i się już nie obudzić. Lucas siada na łóżku, a ja podchodzę do biurka na którym spostrzegłam białą kopertę. Siadam na krześle i wyjmuję list. Rozpoznaję pismo Alexa. Pisał szybko ponieważ jest bardzo nabazgrane, a w niektórych miejscach mogę zobaczyć ślady łez.

Aria!
Chciałem Cię przeprosić. Wiem, że jeszcze nie wiesz dokładnie za co, ale już Ci wszystko tłumaczę. Kiedy Mateusz wyszedł z więzienia, znalazł mnie i próbował dowiedzieć się gdzie teraz mieszkasz. Nic nie powiedziałem, ale jak wiesz dowiedział się od twojej mamy. Kontaktował się ze mną codziennie. Chciał żebym mu pomógł, żebym razem z nim Cię zastraszał. Odmawiałem za każdym razem. Dopóki pewnego razu nie zagroził, że zabije Jennę. Bałem się o nią tak strasznie się bałem. Pamiętasz jak byłaś w klubie i go spotkałaś? Jak Cię uderzył? To ja namierzyłem twój telefon, żeby mógł wiedzieć gdzie jesteś. Zawarliśmy umowę. Ja robię co mi każe, a Jenna będzie żyć. I uwierzyłem mu wiesz? Nawet raz nie pomyślałem o tym, że może kłamać...aż do dzisiaj. To wszystko moja wina. Moja cholerna wina! Ja pierwszy go poznałem! Ja wam go przedstawiłem. To przeze mnie przechodziłaś to piekło. Przepraszam. Wiem, że muszę być teraz silny. Dla niej. Na pewno nie chciałaby, abym się załamał. Jeszcze raz Cię przepraszam. Napisałem to bo nie byłbym w stanie powiedzieć Ci tego prosto w twarz. Wracam do Polski. Nie martw się nie zrobię nic głupiego. Może po za zabiciem Mateusza. Nie wiem czy kiedykolwiek się jeszcze spotkamy. Kto wie? Może kiedyś? 
Alex

Po moich policzkach znowu zaczęły spływać łzy. Wstałam gwałtownie i wbiegłam do łazienki. Spojrzałam w lusterko i zobaczyłam siebie z podkrążonymi oczami, rozmazanym tuszem. Nie miałam siły. Jednocześnie byłam zła, smutna, wściekła, zrozpaczona, zawiedziona. Nie byłam wariatką. On wrócił i nie odejdzie dopóki mnie nie zniszczy. Dopóki do niego nie wrócę lub mnie nie zabiję. A czemu mu tego nie ułatwić? Dlaczego się nie poddać? I tak wszyscy powoli znikają z mojego życia. Nie chcę żeby inni znów przeze mnie cierpieli. Nie chciałam patrzeć na swoje odbicie. nie chciałam. Uderzyłam w taflę lustra pięścią, usłyszałam potem tylko dźwięk tłuczonego się szkła, a pod nogami zobaczyłam tysiące małych odłamków. 
Ukucnęłam i podniosłam jeden z nich. Obracałam powoli między palcami i obserwowałam jak odbija się od niego światło. Jeśli zakończę to teraz to nikt nie będzie cierpieć. Tylko ja, ale wszyscy których kocham będą bezpieczni. Usiadłam na podłodze i oparłam się plecami o zimne płytki na ścianie. Poczułam jak szkło przebija spodnie i kaleczy moje nogi. Siedziałam w kałuży odłamków szkła. Podwinęłam rękaw i zbliżyłam ostrze do skóry. 
- Przestań! - blondyn doskoczył do mnie i wytrącił mi kawałek lustra z dłoni.Podniósł mnie do góry i przytulił. Niby nie dużo, a tak bardzo pomagało. Potok łez znowu wypłynął z moich oczu.
- Twoja śmierć nic nie da. Ty przestaniesz cierpieć, ale zaczną bliskie ci osoby. Musisz to przetrwać rozumiesz? Dasz radę. Z czasem będzie dobrze. Kiedyś będziesz szczęśliwa zobaczysz.  

czwartek, 31 lipca 2014

Rozdział 24

Obudziła się rano z wielkim bólem głowy, ale czemu się tu dziwić. Taka dawka alkoholu jaką wczoraj w siebie wlałam każdemu by zaszkodziła. Usiadłam niechętnie na brzegu łóżka, a stopami dotknęłam zimnej powierzchni podłogi. Rozejrzałam się odruchowo po pokoju i zerknęłam na zegarek, który wskazywał godzinę 13.01 czyli troszkę sobie pospałam. Powoli wstałam i skierowałam się w stronę drzwi z zamiarem zrobienia sobie śniadania albo raczej drugie śniadanie lecz mogę to też nazwać obiadem. Bez różnicy. W całym domu panowała taka cisza jakby nie było w nim żywej duszy. To oznaczało tylko jedno - wszyscy śpią.  Z szafki wyjęłam leki przeciw bólowe po czym napełniłam szklankę wodą z kranu i połknęłam tak bardzo w tej chwili potrzebne mi do odpowiedniego funkcjonowania tabletki. Zajrzałam do lodówki, która jak powinnam się domyślić świeciła pustkami. Długo nie myśląc uczesałam włosy w kitkę i ubrałam coś wygodnego. Przed wyjściem z domu sięgnęłam tylko po portfel. Szłam w nieśpiesznym tępie londyńskimi uliczkami w stronę najbliższego supermarketu, wymyślając po drodze listę zakupów. Kiedy byłam już w ciepłym pomieszczeniu zwanym sklepem rozglądałam się za składnikami do zapiekanki. Oczywiście nie wzięłam tylko teraz potrzebnych mi produktów, przechodząc przez każdą alejkę wrzucałam do koszyka wszystkie rzeczy które były niezbędne jak sok, woda, chleb czy chociaż jakieś warzywa. Przy kasie poprosiła jeszcze o paczkę papierosów po czym zapłaciłam za zakupy. Wracając do domu co jakiś czas musiałam robić nie długie postoję, ponieważ siatki które niosłam okazały się cięższe niż przypuszczałam. Gdy wreszcie weszłam do domu zostawiłam wszystko na blacie kuchennym i wyszłam na taras "dotlenić się" co jak każdy chyba już wie nie chodzi tu o to żeby po prostu zaczerpnąć świerzego powietrza. Oparłam się o barierkę po czym odpaliłam papierosa i zaczęłam zaciągać się dymem tytoniowym.
- Hej - usłyszawszy za sobą niespodziewanie głos Lucasa podskoczyłam i odwróciłam się gwałtownie. - Nie chciałem Cię przestraszyć.
- Ojej, nawet nie zauważyłam, że tu jesteś - oparłam się wygodnie plecami o balustradę tarasu tak żeby widzieć Lucasa.
- Mogę Cię o coś spytać? - nie wiem dlaczego, ale miałam złe przeczucia, a głos chłopaka był jakby "wyprany" z emocji. Mimo tego nie chciałam dać po sobie poznać, że jego ton mnie choć trochę zadziwił i odpowiedziałam mu jak najzwyczajniejszym tonem. - Jasne, pytaj o co tylko chcesz.
- Co Ci przyszło do głowy żeby zapalić marychę?! - tym razem mogłam wyczuć, że bez wątpienia jest na mnie zły. Nie to za mało powiedziane, raczej mogę spokojnie powiedzieć, że jest wściekły. Wywróciłam tylko oczami i kontynuowałam przerwaną na chwilę czynność.
- A kto mi ostatnio prawił morale, że niszczę sobie życie. Teraz to widzę, że raczej to ty masz jakiś problem a nie ja!
- Spokojnie nie musisz krzyczeć z tej odległości doskonale Cię słyszę. No co? Raz się żyje nie wiesz tego.
- Ty zwariowałaś już do końca! - podejrzewam, że z nadmiaru emocji był zmuszony wstać z zajmowanego wcześniej leżaka.
- Mam świetny pomysł weź telefon i od razu dzwoń to psychiatryka na pewno znajdą tam dla mnie miejsce - powiedziałam wchodząc do domu tym samym uznając naszą rozmowę za zakończoną.
Poszłam do kuchni przechodząc po drodze przez salon gdzie Alex i Jenna wtuleni w siebie oglądali jakiś nudnawy program w TV. Gdy usłyszeli moje kroki obydwoje się odwrócili i wpatrywali się we mnie z miną typu: O co tu chodzi? Czyli musieli słyszeć całą moją wymianę zdań z Avadą. Uśmiechnęłam się tylko do nich i poszłam do kuchni przygotować zapiekankę, bo oczywiście jako gospodyni tego domu muszę ich wszystkich nakarmić. Przygotowanie wszystkiego nie zajęło mi dużo czasu lecz trzeba czekać jeszcze na upieczenie, a z tym już gorzej. Mój żołądek domagał się jedzenia, a głowa kolejnych tabletek. Wzięłam się za rozkładanie sztućcy, talerzy i szklanek. Do każdej nalałam soku pomarańczowego, a gdy posiłek był już gotowy do zjedzenie nałożyłam na każdy z czterech talerzy. Podczas obiadu, jeśli tak to mogę nazwać, nikt nie odezwał się nawet słowem. W całym pomieszczeniu, żeby nie powiedzieć domu panowała sztywna atmosfera. Po jakiś nieszczęsnych pięciu minutach kompletnej ciszy głos zabrała Jenna.
- Aria? Jedziemy później do galerii na jakieś zakupy?
- Jasne czemu nie, tylko się przebiorę i możemy jechać - wstałam i włożyłam talerz do zmywarki. W garderobie znalazłam coś takiego (bez bluzy i fullcapa). Zaraz po tym jak się przebrałam w pokoju pojawiła się już gotowa blondynka. Na miejsce zawiózł nas Lucas i dobrze się złożyło bo nie miałam zamiaru jechać w przepełnionym ludźmi metrze.
Najprawdopodobniej byłyśmy w każdym możliwym sklepie i przymierzyłyśmy wszystko co tylko wpadło nam w oko. Jenna oczywiście niczego nie kupiła ponieważ jak to ona stwierdziła ma się w co ubrać a dzisiaj musimy zaopatrzyć moją szafę. Po trzech godzinach chodzenia po galerii wreszcie miałyśmy chwilę odpoczynku. Usiadłyśmy na jednej z wolnych ławek i czekałyśmy, aż Lucas z Alexem po nas przyjadą.
- Jutro na przedmieściach jest jakiś wyścig jedziemy? A za tydzień jest największy w tym roku. Musimy tam być.
- A masz może motor? - Jenna też jeździ, na pewno krócej niż ja, ale nie jeden raz startowałyśmy w tego typu wyścigach. Mogę chyba powiedzieć, że zaraziłam ją swoją pasją.
- Rozmawiałam już z Avadą, nie ma nic przeciwko pożyczeniu mi swojego.

Kiedy byłam już w domu było około godziny 19.00. Weszłam tylko do pokoju i od razu rzuciłam się na swoje łóżko, ale coś mi się nie zgadzało podniosłam się i na szafce nocnej zobaczyłam piękny bukiet czerwonych róż. Podniosłam swój tyłek z wygodnego posłania i sięgnęłam po kwiaty. Były prześliczne. Zaciągnęłam się słodką wonią i wyciągnęłam z nich karteczkę.

"Jeszcze raz przepraszam. Pamiętaj, tęsknie. Już niedługo się zobaczymy.
                                                                                                             Zayn"

- Ojej - wydobyło się z moich ust krótkie westchnięcie. To był bardzo słodki gest z jego strony. Nigdy bym się tego po nim nie spodziewała. Mimowolnie po mojej twarzy spłynęło kilka gorących łez szczęścia. Uśmiechałam się sama do siebie i zastanawiałam się co teraz robi. A najbardziej ciekawiło mnie to czy zapełniam jego myśli tak jak on moje. Wyciągnęłam swój telefon i wybrałam jego numer z nadzieją, że nie ma teraz żadnego wywiadu ani nic w tym stylu. Odebrał po niespełna trzech sygnałach.
- Słucham? - usłyszałam jego zachrypnięty głos a mój żołądek wywinął fikołka.
- Cześć, dziękuje za kwiaty są piękne. Miło z twojej strony.
- Nie dziękuj, musiałem. - szeroki uśmiech wkradł się na moje usta.
- Kiedy wracacie? - miałam nadzieję, że powie mi, że już są w drodze lub coś w tym stylu, ale wiedziałam, że to niemożliwe. Mieli wrócić w grudniu, a jest dopiero połowa listopada.
- Tak za dwa może trzy tygodnie nie wiemy dokładnie. A tak w ogóle co tam u ciebie?
- Raczej wszystko w porządku. Tak sądzę. A u ciebie?
- Wiesz próby, koncerty, wywiady i tak w kółko. W tą twoją wczorajszą historyjkę z Horanem nasz Harry na prawdę uwierzył i potem pół nocy tłumaczyliśmy mu, że to nie prawda, ale on nadal się upiera, że to prawda bo jak ludzie są pijani mówią prawdę. Ciekawe co nie? - zaczęłam się nie kontrolowanie śmiać w słuchawkę i dopytywać czy rzeczywiście coś takiego mówiłam bo tego nie pamiętam i jeszcze na dodatek dowiedziałam się że paradowałam w samej bieliźnie. No świetnie pomyślałam, ale lipa. Rozmawiałam z Zaynem dobre dwadzieścia minut. A z mojej twarzy ani na chwilę nie znikł promienny uśmiech. Zdążyłam tylko odłożyć telefon na szafkę, a usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości. Zerknęłam na wyświetlacz przekonana, że to Malik albo któryś z chłopaków, ale na ekranie widniało imię Drew.

"Hey, wiem, że jest już późno i w ogóle, ale może miałabyś ochotę wyjść na jakąś herbatę może drinka?"
                                                                                                                                                 Drew


"Jasne, czemu nie? ;)"
                           Aria

"Pasuje Ci za 20 minut koło Starbucksa?"
                                                     Drew


"Okey, to do zobaczenia"
                                Aria

Nie pamiętałam wszystkiego co wydarzyło się wczoraj, ale pamiętam, że wczoraj na mnie wpadł. Nic więcej. Kiedy dałam mu mój numer? Dobra nie ważne. Małe przyjacielskie spotkanie nikomu nie zaszkodzi.
Nie chciało mi się przebierać więc rozczesałam tylko włosy i poprawiłam makijaż. Na dotarcie w wyznaczone miejsce miałam niecałe pięć minut więc piesza wędrówka odpadała. Kiedy wychodziłam z mieszkanie wzięłam ze sobą kask po czym wykrzyknęłam "wychodzę".
Dotarcie na miejsce przez korki na drodze zajęło mi więcej niż przypuszczałam i oczywiście byłam spóźniona. Zaparkowałam Kiarę i zaczęłam się rozglądać za chłopakiem z którym byłam umówiona. Zobaczywszy go uśmiechnęłam się i ruszyłam w jego stronę.
- To jak herbata czy drink? - zapytał się kiedy byłam już wystarczająco blisko.
- Sądzę, że herbata. - uśmiechnęłam się po czy weszliśmy do ciepłego lokalu. Piliśmy ciepłe napoje i jedliśmy pyszne ciasteczka. Myślałam, że będzie gorzej, że będzie mi niezręcznie, ale się myliłam ponieważ mieliśmy dużo tematów do rozmowy.
- Idę zapalić idziesz ze mną? - zapytał po chyba pól godzinnej rozmowie.
- Tak - zapłaciliśmy i wyszliśmy na tyłu budynku.
Kiedy wyciągałam swoją paczkę zobaczyłam, że Drew podstawia mi swoją w której były skręty. Spojrzałam na niego i zaczęła mi się przypominać wczorajsza noc. Tak paliłam z nim wczoraj to samo tylko na tyłach klubu. Razem z Dagmarą i Drakem. a może to była marihuana? Sama już nie wiem.Pokiwałam przecząco głową, ale chłopak nadal uparcie wpychał mi w rękę paczkę. W końcu dał za wygraną i schował z powrotem do kieszeni ja zaś odpaliłam papierosa zaciągając się jego dymem. Kiedy ja skończyłam chłopak wyjął z paczki kolejnego i znowu podsunął mi ją pod nos. Znowu odmówiłam, ale kiedy tak stałam i czekałam az skończy w pewnej chwili podłożył mi go pod usta. Uśmiechnął się, a ja bez nawet chwili namysłu zaciągnęłam się nim. Drew zaczął się ze mnie śmiać i stwierdził, że czegoś chce ale i tak odmawiam lecz po dłuższych chwili i tak ulegnę. Uznał to za mój słaby punkt. Nie umiem odmawiać i chyba miał rację. Po czym oddał mi resztę skręta. Staliśmy tak w ciszy dopóki nie dostałam sms'a.

"Uważaj co robisz, obserwuje Cię" 

Odruchowo zaczęłam rozglądać się dookoła. Ale niczego lub chociaż nikogo nie widziałam. Tylko pusta ciemna uliczka i pochłonięte w mroku drzewa parku.
- Wszystko dobrze? - patrzył na mnie z zdezorientowaniem.
- Jest okej, ale chyba muszę wracać. - nie zdążył nawet nic powiedzieć bo ja już szłam szybko w stronę swojego motoru. Chciałam być jak najszybciej w domu. Musiałam wiedzieć, że to głupi żart albo chociaż pomyłka. Zaparkowałam i wbiegłam do domu zamykając za sobą zamek. Wpadłam do pokoju, zakluczyłam drzwi i chodziłam w kółko jak niezdrowa na umyśle osoba. To musiała być pomyłka! Przecież jakby mogło być inaczej? Nie mogę panikować. Nic się nie stało. Nic złego się nie dzieje. To do mnie nie wraca. Tamto już się skończyło. Już nie ma powodu do strachu. Nie muszę się bać. Przecież nie ma osoby, która chciałaby mnie skrzywdzić. Uciekłam. On nie może mi nic zrobić. Tutaj jestem bezpieczna. A może nie jestem? Nie, na pewno nie jestem! Przecież wyszedł z więzienia. Wyszedł z tego pieprzonego więzienia! To na pewno on! Przecież to tylko sms. Głupia przypomnij sobie wcześniej też tak się to zaczęło. Podpowiadały mi wspomnienia. Tylko jedna osoba chce Cię skrzywdzić, zawsze chciała. Gdy tylko przypomniało mi się jego imię zachciało mi się wymiotować. Zaczęłam płakać. Musiałam się schować, musiałam uciec. Usłyszałam kroki na schodach. Przyszedł po mnie! Idzie tu! Jedyne na co w tej chwili było mnie stać to schowanie się w łazience. Zamknęłam się tam i weszłam pod prysznic gdzie zwinęłam się w kulkę. Następnym dźwiękiem jaki usłyszałam było uderzanie pięściami w moje drzwi. Zatkałam uszy. Nie chciałam niczego już słyszeć. Moja koszulka była cała mokra od płaczu a tusz spływał mi po twarzy. Wiedziałam, że on tam jest. Wrócił po mnie. A ja głupia myślałam, że wszystko to już tylko wspomnienia. Telefon w mojej kieszeni wydał drażniący dźwięk.

"Myślisz, że kiedy zamkniesz drzwi to nie wejdę?"

Modliłam się żeby mu się to nie udało wiedziałam, że to on. Był tak blisko. Był zaledwie kilka metrów dalej i zaraz miał tu wejść...

                                                                              
Jak myślicie kto to?
Czytasz=Komentujesz ♥
5 komentarzy = 25 rozdział